313. 28-dniowe wyzwanie pisarskie. Dzień 14

Dzień 14. Twoje najwcześniejsze wspomnienie.

duchy

/fragment mojej niedokończonej powieści/

Do niezapomnianych przeżyć Oli z tamtego okresu, które miały wpływ na jej dużą wyobraźnię, należy jednak inne, szczególne wydarzenie. Mówiąc bardzo obrazowo, było jak gwałtowne wbicie noża, po którym niechybnie została blizna.

Było październikowe, jesienne popołudnie. Liście tego dnia krążyły i spadały z drzew szybciej niż zwykle z powodu dużego wiatru.

Tego dnia Ola pozostawała pod opieką swojej młodej cioci, starszej od niej tylko o czternaście lat, czyli mającej wtedy jakieś dwadzieścia. Wiek jest tu ważny, ponieważ młoda, niefrasobliwa ciocia zrobiła coś, czego dorosły pewnie by się z racji wieku nie dopuścił. Babcia, która najczęściej opiekowała się wnuczką, a nawet sąsiadka, proszona o opiekę od czasu do czasu, były tego dnia zajęte.

Zdaje się, że od początku misja cioci nie wychodziła jej za dobrze. Z głośnym hukiem rozbiła talerz, na który nakładała sporządzony dla siebie i dla Oli obiad – frytki. Zdenerwowała się, co widać było w czasie, gdy zbierała okruchy szkła. Ola zamarła na huśtawce, ale po chwili wróciła do dawnego rytmu.

Po niespecjalnie zdrowym posiłku zaczął się taki przemiły obrazek: niania wraz z Olą usiadły przy ławie w pokoju gościnnym nad ogromną książką. Była to encyklopedia i oczywiście zawierała więcej tekstu niż obrazków. Ciocia odczytywała każdy, wskazany przez dziecko wyraz.

Po wyjaśnieniu terminu „parowiec” i krótkim wspomnieniu Titanica, czego Ola i tak nie rozumiała, ciocia powstała z miejsca z postanowieniem otworzenia drzwi na przedpokój oraz okna. Zamierzała pozbyć się wszędobylskiego zapachu smażonych ziemniaków.

Niedługo po tym jak wróciła na miejsce, dał się we znaki hulający za oknem wiatr. Wył przeraźliwie, był zimny, przez co Ola błagała o zamknięcie okna. Ciocia zapewniała, że jeszcze chwila i to zrobi. Dokończyła w tempie, niezmienionym i spokojnym tonem, definicję „watahy”. Ola skuliła się, odsuwając nos od książki.

Wtedy stało się coś, co widziała pierwszy raz w swoim życiu, co prawda jeszcze i tak krótkim. Duże karty encyklopedii, lekko już pożółkłe przez upływ czasu, zaczęły z wolna przewracać się. Początkowo jedna po drugiej, a później całe serie.

Ola nie znała wcześniej książek od tej strony! Niestety jednak ciocia wybrała najbardziej niefortunne wyjaśnienie tego zjawiska, a podkreślić trzeba, że małe dziecko nie łączyło go z przeciągiem, który powstał. Z przerażeniem w oczach ciocia oznajmiła krótko i dobitnie:

– Duchy.

Można było porównać to tylko z wykrzyczanym szeptem. Ola zamarła w bezruchu, zapominając o całym zimnie. Przed jej oczami wciąż przewracały się strony, od litery „W” do samego „A”.

Na domiar złego ciocia kontynuowała swoje przedstawienie. Choć zamknęła okno, to już po chwili niespodziewanie wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Dłuższy czas upłynął, nim wróciła z powrotem. Wcześniej przestraszona i zziębnięta Ola próbowała z przerażeniem w oczach rozpoznać ciemne kształty, które przesuwały się za przeszklonymi drzwiami.

Ciocia zastała Olkę skuloną w rogu kanapy. Patrząc na nią z nieukrywanym rozbawieniem, po krótkiej chwili roześmiała się w najlepsze.

Nikt nigdy więcej nie wspominał tej sytuacji – ani ciocia, która nie widziała w niej nic nadzwyczajnego, ani Ola, która traktowała to wydarzenie jako coś wstydliwego i strasznego zarazem. Odebrało jej mowę, tak samo jak tamtego pamiętnego dnia. Zresztą słowa żadne, zwłaszcza małego dziecka, nie mogły oddać tego, co w istocie stanowiło niemałą traumę.

Reklamy

312. Złote myśli Courtney Love o miłości

Nie mogę usiedzieć w miejscu i nie samym wyzwaniem pisarskim człowiek żyje. Dzisiaj  na tapecie znowu moja największa idolka, czyli Courtney Love. Tym razem Courtney „Miłość” o miłości właśnie. Z okazji nadchodzących walentynek oczywiście. Uwielbiam ją za nieoczywistość, jaką stanowi; za to, że przeszła przez piekło i ocalała. Pod pewnymi względami mamy wiele ze sobą wspólnego.

bc4ce195d4fbbd6cfe5184cf28098891

1.
The language of love letters is the same as suicide notes.
Język listów miłosnych jest taki sam jak listów samobójczych.

Jak Wam się wydaje, czy jest tak jak twierdzi Courtney? W cytacie jest najpewniej mowa o tak silnej miłości, że kojarzy się z umieraniem, na przykład dla kogoś. Tragiczna i mroczna interpretacja, ale jest w niej wiele racji.

2.
If you treat a girl like a dog, she is going to piss on you.
Jeśli traktujesz dziewczynę jak psa, ona nasika na ciebie.

Prosto i w punkt. Najzwyczajniej w świecie tak właśnie powinno być. Jeśli facet nie traktuje dziewczyny należycie, nie zasługuje na nic więcej jak na… olanie. Dosłownie i w przenośni.

3.
Sex isn’t my currency. If we have to talk about currency, I guess rage is my currency.
Seks nie jest moją walutą. Jeśli mamy mówić o niej, zgaduję, że to gniew jest moją walutą.

Obszerniejszy cytat, ale jakże szczery i prostolinijny. To nie seks jest tym, za co sprzedaje się Courtney – Courtney to rasowa, gniewna kobieta, która szybko może stracić cierpliwość, jeśli ktoś uważa, że jest dziwką.

4.
I want to drink your honey blood.
Chcę pić twoją miodową krew.

Cytat z piosenki „Gutless”, słowa oczywiście autorstwa Courtney. Jest w tych słowach nieco fizjologii, miłości przyziemnej, z głębin ludzkiego ciała. Jest w nich pewna perwersja, ale jakże słodka. Jak miód.

5.
If you live through this with me, I swear that I will die for you.
Jeśli przeżyjesz to ze mną, to przysięgam, że umrę dla ciebie.

Słowa z utworu „Asking For It”, także autorstwa Courtney. Jak sama powiedziała – „Mogę kłamać dużo, ale nigdy w tekstach swoich piosenek.” Miłość do Cobaina była niewątpliwie silna i te słowa to wieczysta pamiątka po niej. Jakże ironiczna, niestety.

fc5655f0f37903c64ab90d25b66f090b
Który cytat najbardziej przypada Wam do gustu?
Jesteście zaskoczeni erudycją mojej idolki?
Które słowa zapamiętacie na dłużej?
Czy któreś z nich nadawałyby się na napisanie w kartce walentynkowej?
Ocenę pozostawiam Wam!

311. 28-dniowe wyzwanie pisarskie. Dzień 13

Dzień 13. Miejsce, w którym chciałabyś mieszkać albo zwiedzić.

19477662_1805068592841786_3136526616000388195_o

Miejscem, do którego chciałabym przeprowadzić się albo które chciałabym odwiedzić to Seattle. Miasto to leży w północno-zachodnich Stanach Zjednoczonych, w stanie Washington. Jest jego stolicą. Aktualnie mieszka w nim nieco ponad 700 tys. ludności. Jest najszybciej rozwijającym się miastem portowym w tym rejonie USA. Jego „nickname’y” to Szmaragdowe Miasto, Samolotowe Miasto czy też Deszczowe Miasto. Motto z kolei to „Miasto Kwiatów”, „Miasto Dobrej Woli”. Dane mi było zwiedzić je we wrześniu 2011 roku. Miałam wówczas 20 lat. Było na trasie samolotu z Hawajów do Nowego Jorku i spędziłam w nim cały dzień. Odwiedziłam okolicę starego domu Cobainów, tego, w którym Kurt odebrał sobie życie. Nagrałam relację, zrobiłam zdjęcia, podpisałam się na pamiątkowej ławce, która była, jako jedna z dwóch, w pobliskim małym parku. Dlaczego chciałabym mieszkać albo wizytować właśnie to miasto? Dla mnie ma niepowtarzalny klimat grunge’owy, jest dość oldschoolowe, a zarazem nowoczesne, ma w sobie zdecydowanie to coś. Mogłabym tam żyć i mieć jeszcze domek na Alasce i chatkę na Hawajach. Cóż, pomarzyć można. Bilety do Seattle kształtują się w granicach 2300 złotych (na tydzień czasu) i raczej już nigdy moja stopa nie postanie w Seattle. Ale kto wie… Może kiedyś uda się spełnić te marzenia.

310. Tymczasem: blogowe podsumowanie stycznia

głodówka-podsumowanie-31

W styczniu przeniosłam i połączyłam dwa swoje blogi w jeden obecny, który tutaj widzicie. Stało się to 18 stycznia, a 19 zamieściłam pierwszy wpis, stricte powitalny. Styczeń opiewał dokładnie w 7 postów (w tym ten jeden organizacyjny). A teraz trochę statystyk w ramach podsumowania.

TOP 3 dni, na których było najwięcej wejść na bloga:

  • 29 stycznia – 77 wejść,
  • 30 stycznia – 100 wejść,
  • 31 stycznia – 152 wejścia.

TOP 3 postów, które były najczęściej odwiedzane:

TOP 3 postów najczęściej komentowanych:

Personalnie moje ulubione wpisy to oczywiście „Pamiętniki dziewczyny” cz. 1 i cz. 2. A Wy jak sobie radzicie? Prowadzicie takie statystyki na swoim blogu? Robicie podsumowania? Jak bardzo lubicie swoje blogi? Ja swój uwielbiam, bo dzięki niemu praktycznie cały czas chce mi się pisać, wprost „nosi mnie”. Życzę Wam tego samego! Posiadanie bloga naprawdę może uskrzydlać.

309. 28-dniowe wyzwanie pisarskie. Dzień 12

Dzień 12. Zaplanuj swój cały dzień.

1-111-1000x620

Mamy dzisiaj poniedziałek, początek tygodnia. Nie mam w planach żadnego wyjścia, chyba że na pocztę, aby odebrać przesyłkę – zamówiłam, uwaga… sagę „Zmierzch”. Postanowiłam zapoznać się z tą pozycją, by spróbować rozszyfrować, czemu stała się takim bestsellerem. Łącznie do odbioru mam osiem książek. Myślę, że dziś po nie pójdę. Wczoraj zrobiłam zakupy – kupiłam upragnione buty do nowej pracy, którą rozpoczynam 19 lutego. Czarne, skórzane, wiązane botki. Prześliczne! Zakochałam się w nich. Oprócz butów, zamówiłam z amerykańskiego sklepu zaful.com przecudowną różową ramoneskę, bez paska na dole, czyli w kroju causualowym, prawie że biurowym. Na pewno będę nosić ją na co dzień. Kupiłam też wczoraj prezent na Walentynki dla pewnej bliskiej osoby. Można powiedzieć, że zrobiłam wszystko, co trzeba. Na poniedziałek nie zostało zbyt dużo planów. Na pewno odwiedzę i skomentuję inne blogi, by zwiększyć ruch na swojej stronie. Obecnie średnia wejść na tego bloga wynosi ok. stu unikalnych wejść dziennie. Nie jest źle, ale chciałabym poprawić ten wynik. W tym celu będę promować się na innych, interesujących mnie „elektronicznych pamiętnikach”. Tradycyjnie, do około godziny piętnastej jestem w domu sama. Mam więc sporo czasu tylko dla siebie. O, i na pewno posłucham muzyki!