398. Serce, rozum czy marketing – na czym polega magia kina? Cz. 1

Zeszły miesiąc był miesiącem muzycznym, ten natomiast będzie filmowy. Wstawię kilka części swojej pracy licencjackiej z dziennikarstwa i komunikacji społecznej (spec. reklama i promocja) pod wdzięcznym tytułem Serce, rozum czy marketing – na czym polega magia kina?. Rozpoczynamy więc od krótkiego wstępu.

aaa

Wstęp

Jednym z pierwszych i wciąż aktualnych sporów w dziedzinie filmu jest ten o to, jak i czy w ogóle porównywać: kino oraz przemysł filmowy. Przyjmuje się najczęściej, że to pierwsze jest domeną Europy, a drugie – Ameryki. Pierwsze – artystyczne, niezależne, głębokie; drugie – łatwe, komercyjne, nastawione tylko na zysk. Jako autorka tej pracy odcinam się od tego rozróżnienia, gdyż w toku jej pisania okazało się, że niemal każdy film, już we wczesnej fazie produkcji, jest brany pod lupę pod kątem marketingowym.

Magia kina – zjawisko to jest znane, akceptowane, przez wielu doświadczane. Jako wielbicielka filmów (i kina, i przemysłu filmowego) postanowiłam przyjrzeć się jemu bliżej. Film jako dzieło sztuki – dodatkowo taki, który obejrzałam i dobrze oceniłam – zawsze wzbudzał mój szczery zachwyt. Dzieje się tak z prostej przyczyny: film, w przeciwieństwie np. do powieści, obrazu czy fotografii, to efekt pracy nie jednostki, ale często ogromnej grupy ludzi, z reżyserem, scenarzystą, producentem, aktorami na czele. W procesie powstawania filmu, owszem, bierze udział różna ilość ludzi, zależnie od nakładu środków i pracy. To ważne, ale nie ważniejsze od efektu końcowego – obrazu filmowego oglądanego w kinie, w domu, samemu czy wśród bliskich osób. Innym powodem wyboru takiej tematyki była chęć poznania wcześniej wręcz nieuświadomionych działań: reklamowania i promowania filmu jako produktu. Swoją drogą, ciekawym zagadnieniem jest także marketing książek – zwłaszcza w dzisiejszej dobie nowoczesności…

Zabierając się do pisania nie miałam żadnych szczególnych założeń czy tez – przeciwnie: chciałam je sobie dopiero wypracować i myślę, że udało mi się tego dokonać. Zaplanowałam pracę jako podzieloną na trzy rozdziały: pierwszy rozpatruje działanie czaru kina z perspektywy psychologiczno-poznawczej. Odpowiada na pytanie: dlaczego ludzie chcą oglądać filmy? Co nimi rządzi: rozum czy emocje? Drugi rozdział traktuje o działaniu maszyny marketingowej, czyli opowiada o mechanizmach reklamowych, które niewątpliwie również przyciągają widzów przed ekrany. Rozpatruję w nim film jako kategorię produktu.

W trzecim rozdziale przyglądam się filmowi „wędrującemu” – wśród widzów, także potencjalnych (przykładowo znaczenie marketingu szeptanego), filmowi umieszczonemu w kalendarzu dystrybucji (czyli co dzieje się po etapie pokazów kinowych), oraz filmowi podróżującemu w czasie, odpowiadającemu na wszystkie zachodzące nowinki technologiczne.

Nieocenionym źródłem, które w zasadzie zadecydowało o kształcie tej pracy, a które opisuje działanie marketingu filmowego w sposób bardzo kompleksowy, jest książka pt. Film Marketing autorstwa angielskiej badaczki Finoli Kerrigan. Kolejny pomocny mi podręcznik, tym razem Amerykanina Roberta Maricha, to ciekawy przewodnik po marketingu filmu przeznaczony stricte dla widzów kinowych – Marketing to Moviegoers: A Handbook of Strategies and Tactics. Te dwie pozycje, oraz jeszcze jedna wspomniana w bibliografii (też autorstwa Kerrigan), były jedynymi, które znalazłam w zasobach bibliotecznych, odpowiadającymi wybranej przeze mnie tematyce. Ponadto, są to książki w oryginalnym języku, angielskim (na polskim rynku brak opracowań działania marketingu filmu) – tłumaczenie ich było integralną częścią niniejszej pracy. Reszta źródeł, przeznaczona do opracowania pierwszego rozdziału, była dostępna bez problemu, w języku polskim.

Korzystanie z książek anglojęzycznych, dzięki tej pracy, zaczęłam postrzegać jako niesamowitą przygodę. Pomijając smutny fakt, że polscy uczeni są daleko w tyle, jeśli chodzi o pewne zagadnienia, czytanie książek autorstwa światowych badaczy to wspaniała okazja do nauczenia się nowych rzeczy, wręcz odkrycia nieznanego wcześniej świata.

Na koniec chciałabym jeszcze zaznaczyć, że praktyki marketingu filmowego, które opisuję w pracy, są w szczególności praktykami rynku amerykańskiego oraz brytyjskiego. Kerrigan, choć to angielska badaczka, zdecydowanie więcej tekstu i informacji przeznacza na opis działania rynku amerykańskiego. Jest to zrozumiałe z uwagi na fakt, że to w końcu najpotężniejszy rynek na całym świecie.

c.d.n.

Reklamy

397. Weryfikacja celów majowych i nowe cele czerwcowe

Magnifying glass showing graph
3 maja zrealizowałam wpis o celach na maj. Dzisiaj przyglądam się, jak udało się je zrealizować, w jakim stopniu. Niektóre plany w ogóle nie zostały urzeczywistnione, ale jakiś postęp na pewno jest. Nie czekamy, sprawdzamy!

1. Schudnąć 3 kg.
Zaczynałam w maju z wagą 77,4 kg, a 1 czerwca na wadze było 75,7 – nie udało się więc schudnąć 3 kg, a jedynie 1,7. Cel spełniony w nieco ponad 50%.

2. Jeździć na rowerze codziennie po około godzinę czasu.
W maju odbyłam 27 treningów na 31 dni. Zabrakło 4 treningów do spełnienia celu, ale to nie jest jakiś wielki problem.

3. Pić 2 l napoi dziennie – wody mineralnej i herbat (czerwonej i zielonej).
Ten cel udało się spełnić w 100%.

4. Przejść sukcesywnie szkolenie w obecnej pracy.
Udało się przejść szkolenie, trwało do 15 maja włącznie. Od 16 maja byłam na samodzielnej sprzedaży.

5. Sprzedać minimum 5 umów w obecnej pracy.
Udało się sprzedać 6 umów przez połowę miesiąca, w związku z tym cel został spełniony w 120%.

6. Napisać 8 postów zgodnie z zasadą Bloguj o tym, o czym nikt inny nie bloguje.
Napisałam osiem postów – pięć o muzyce riot grrrl i trzy o trzech falach feminizmu. Jestem zadowolona ze swojego pisarskiego performance’u.

Jak widać, niektóre cele okazały się niestety całkiem nierealne do spełnienia. Tym razem więc znowu, na czerwiec, tworzę cele bardziej realistyczne i będzie ich tym razem też sześć. No to zaczynamy! Tylko z odchudzaniem stawiam sobie duże wyzwanie, bo muszę wziąć się w garść i w końcu pozbyć się nadwagi.

1. Schudnąć do 72,2 kg (pozbyć się nadwagi!). 3,5 kg przede mną!
2. Odbyć minimum 20 treningów na rowerze.
3. Pić 2 l napoi dziennie – wody mineralnej i herbat (czerwonej i zielonej).
4. Sprzedać minimum 8 umów w obecnej pracy.
5. Napisać 6 postów zgodnie z zasadą Bloguj o tym, o czym nikt inny nie bloguje.
6. Napisać dwie prace zaliczeniowe na studia i obronić się 30 czerwca.

Trzymajcie kciuki za realizację!
A jak tam Wasze cele na czerwiec?

396. Tymczasem: blogowe podsumowanie maja

podsumowanie

Nie czekamy, zabieramy się za podsumowanie maja! W tym wiosennym miesiącu napisałam 10 postów – jeden na 3 dni, tak samo jak w kwietniu zresztą. Teraz sprawdzimy, kiedy było Was na blogu najwięcej, które wpisy miały najwięcej odsłon, a które najwięcej komentarzy.

TOP 3 dni, na których było najwięcej wejść na bloga:

  • 6 maj – 110 wejść,
  • 11 maja – 58 wejść,
  • 19 maja – 53 wejścia.

TOP 3 postów, które były najczęściej odwiedzane:

TOP 3 postów najczęściej komentowanych:

Najlepszymi postami były więc wszystkie trzy wymienione w podsumowaniach posty. Największym powodzeniem cieszył się wpis o Bikini Kill. Zapamiętam to na przyszłość! W maju napisaliście u mnie 611 komentarzy, o 219 mniej niż w kwietniu. Liczba postów została taka sama – 10 postów, czyli jeden na 3 dni. Na jeden wpis przypadło średnio 61 komentarzy.

Jeszcze ze statystyk ogólnych: styczeń – 794 wejścia, luty – 2163 wejścia, marzec – 2550 wejść, kwiecień – 1810 wejść, maj – 1008 wejść. Pogorszył się wynik o 802 odsłon. Średnio wejść na blog było 33 dziennie. Dążyłam do tego, by było to 100 odsłon, ale odpuściłam sobie to już dawno. Na maj obniżyłam poprzeczkę wejść na blog na 50 dziennie, a wyszło 32, więc nie spełniłam swojego celu. W czerwcu prawdopodobnie znowu będzie tylko 10 postów – i tak cały czas. Poprzeczka 50 wejść dziennie pozostaje.

A jak tam Twoje podsumowanie maja?
Zrobione?
Gotowa/y na czerwiec z nowymi planami?