318. 28-dniowe wyzwanie pisarskie. Dzień 18

Dzień 18. Twoje wierzenia.

60ca137681a6fc1ede3dffa08f37d788

Zacznę od spraw przyziemnych. Przede wszystkim wierzę w to, że każdy jest kowalem własnego losu i nie jest tak, że rządzi człowiekiem przeznaczenie. Wierzę, że powinnością i typową czynnością życia, jakie przeżywamy, jest permanentne zaskakiwanie nas przez nie. Innymi słowy, człowiek może oddziaływać na swój los, ale to los także go kształtuje i wywiera na niego wpływ. Relacja ta jest wzajemna. Wierzę w harmonię natury, że nic w niej nie dzieje się przypadkowo, w równowagę czterech żywiołów – ziemi, wody, powietrza i ognia. Ufam, że te cztery elementy uzupełniają się, graniczą ze sobą, walczą – i że to jest właśnie życie, które przyszło nam przeżywać. Wierzę w życie pozagrobowe – w to, że po śmierci człowiek przenosi się do szczęśliwych krain albo że powraca pod inną postacią (możliwa reinkarnacja). Ostatecznie jeszcze, ze spraw przyziemnych, wierzę sama w siebie – bo jak twierdziła Marilyn Monroe – Zawsze, zawsze, zawsze wierz w siebie, bo jeśli nie ty, złotko, to kto? Ufam także, że podążam w dobrym kierunku, jeśli chodzi o pracę zawodową i karierę. Ufam, że nie znajdę się ponownie w złym związku. Ufam, że wolność to ta wartość, którą powinno stawiać się na pierwszym miejscu. Ze spraw mniej przyziemnych, oczywiście wierzę w Boga i to, że ktoś nade mną, nad nami, zawsze czuwa i zawsze jest chętny do rozmowy, do wysłuchania modlitw.

Reklamy

317. 28-dniowe wyzwanie pisarskie. Dzień 17

Dzień 17. Twoje plusy i minusy minionego roku.

wave-17-18

Cały zeszły rok od połowy lutego 2017 do połowy lutego 2018 miałam wolne od wszystkiego, a więc miałam bardzo dużo czasu dla siebie. Do plusów minionego roku na pewno mogę zaliczyć to, że znalazłam dwie prace – jedną jako redaktor w niezależnym serwisie muzycznym, a drugą także jako redaktor – w nowo powstałym wydawnictwie beletrystycznym. Zajęcia te zgodne są z ukończonymi przeze mnie studiami z filologii polskiej, specjalność: edytorstwo naukowe. Co więcej, od 1 marca rozpoczynam kolejną pracę, tym razem stacjonarną, a nie zdalną – w wydawnictwie naukowym. Będę działać w takim razie na trzy fronty i mam nadzieję, że mi się to uda. Przez zeszły rok przeczytałam też sporo książek, słuchałam dużo muzyki, pisałam i porządkowałam swoją twórczość, odwiedziłam na tydzień Maltę. Założyłam ten blog. Kupiłam sobie ubrania i buty. Zyskałam przyjaźń drogiej mi osoby. A minusy minionego roku? Jakoś nie mogę się ich dopatrzyć. W ogóle. Może to, że mimo chęci nie schudłam tak jak chciałam i nie napisałam powieści tak jak marzyłam. Tak, to będą te wady zeszłych dwunastu miesięcy. W ostatecznym rozrachunku jednakże, jestem zadowolona z tego minionego czasu, ale tak naprawdę nie chciałabym go raczej powtórzyć. Chcę wejść w rytm normalnej pracy, i tak będzie od marca. Nie mogę się doczekać.

316. 28-dniowe wyzwanie pisarskie. Dzień 16

Dzień 16. Twoje poglądy na muzykę mainstreamową.

Proof-That-The-Mainstream-Music-Industry-Is-Completely-Fake

Ten dzień wyzwania jest dla mnie wyjątkowo nudny. Ile można pisać o poglądach na temat mainstreamowej muzyki? Raczej niewiele. Jakie jest moje nastawienie do niej? Cóż, filmy z Youtube’a z wielomilionowymi wyświetleniami raczej omijam szerokim łukiem. To przede wszystkim z nimi kojarzy mi się mainstream. Ilość wyświetleń to dobry przelicznik tego, czy muzyka płynie prądem głównym czy pobocznym. Można więc śmiało powiedzieć, że nie przepadam za muzyką mainstreamową. Od trzynastego roku życia słucham raczej tego, co tak zwane alternatywne. Alternatywa do mainstreamu – to jest to, co darzę szacunkiem, uwielbiam i to, czego słucham. Nigdy nie szłam za głównym prądem. Z twórców z mainstreamu lubię tylko i wyłącznie Rihannę i ewentualnie Pink, o ile to w ogóle mainstream. Także jakieś wyjątki od reguły są, nie zaprzeczam. Zazwyczaj melodia i teksty piosenek z mainstreamu są po prostu dla mnie nudne, powtarzalne, wtórne, nie mające nic do zaoferowania. Bardzo zwracam uwagę na warstwę liryczną, a ta w mainstreamie, moim zdaniem, w ogóle nie istnieje.

313. 28-dniowe wyzwanie pisarskie. Dzień 14

Dzień 14. Twoje najwcześniejsze wspomnienie.

duchy

/fragment mojej niedokończonej powieści/

Do niezapomnianych przeżyć Oli z tamtego okresu, które miały wpływ na jej dużą wyobraźnię, należy jednak inne, szczególne wydarzenie. Mówiąc bardzo obrazowo, było jak gwałtowne wbicie noża, po którym niechybnie została blizna.

Było październikowe, jesienne popołudnie. Liście tego dnia krążyły i spadały z drzew szybciej niż zwykle z powodu dużego wiatru.

Tego dnia Ola pozostawała pod opieką swojej młodej cioci, starszej od niej tylko o czternaście lat, czyli mającej wtedy jakieś dwadzieścia. Wiek jest tu ważny, ponieważ młoda, niefrasobliwa ciocia zrobiła coś, czego dorosły pewnie by się z racji wieku nie dopuścił. Babcia, która najczęściej opiekowała się wnuczką, a nawet sąsiadka, proszona o opiekę od czasu do czasu, były tego dnia zajęte.

Zdaje się, że od początku misja cioci nie wychodziła jej za dobrze. Z głośnym hukiem rozbiła talerz, na który nakładała sporządzony dla siebie i dla Oli obiad – frytki. Zdenerwowała się, co widać było w czasie, gdy zbierała okruchy szkła. Ola zamarła na huśtawce, ale po chwili wróciła do dawnego rytmu.

Po niespecjalnie zdrowym posiłku zaczął się taki przemiły obrazek: niania wraz z Olą usiadły przy ławie w pokoju gościnnym nad ogromną książką. Była to encyklopedia i oczywiście zawierała więcej tekstu niż obrazków. Ciocia odczytywała każdy, wskazany przez dziecko wyraz.

Po wyjaśnieniu terminu „parowiec” i krótkim wspomnieniu Titanica, czego Ola i tak nie rozumiała, ciocia powstała z miejsca z postanowieniem otworzenia drzwi na przedpokój oraz okna. Zamierzała pozbyć się wszędobylskiego zapachu smażonych ziemniaków.

Niedługo po tym jak wróciła na miejsce, dał się we znaki hulający za oknem wiatr. Wył przeraźliwie, był zimny, przez co Ola błagała o zamknięcie okna. Ciocia zapewniała, że jeszcze chwila i to zrobi. Dokończyła w tempie, niezmienionym i spokojnym tonem, definicję „watahy”. Ola skuliła się, odsuwając nos od książki.

Wtedy stało się coś, co widziała pierwszy raz w swoim życiu, co prawda jeszcze i tak krótkim. Duże karty encyklopedii, lekko już pożółkłe przez upływ czasu, zaczęły z wolna przewracać się. Początkowo jedna po drugiej, a później całe serie.

Ola nie znała wcześniej książek od tej strony! Niestety jednak ciocia wybrała najbardziej niefortunne wyjaśnienie tego zjawiska, a podkreślić trzeba, że małe dziecko nie łączyło go z przeciągiem, który powstał. Z przerażeniem w oczach ciocia oznajmiła krótko i dobitnie:

– Duchy.

Można było porównać to tylko z wykrzyczanym szeptem. Ola zamarła w bezruchu, zapominając o całym zimnie. Przed jej oczami wciąż przewracały się strony, od litery „W” do samego „A”.

Na domiar złego ciocia kontynuowała swoje przedstawienie. Choć zamknęła okno, to już po chwili niespodziewanie wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Dłuższy czas upłynął, nim wróciła z powrotem. Wcześniej przestraszona i zziębnięta Ola próbowała z przerażeniem w oczach rozpoznać ciemne kształty, które przesuwały się za przeszklonymi drzwiami.

Ciocia zastała Olkę skuloną w rogu kanapy. Patrząc na nią z nieukrywanym rozbawieniem, po krótkiej chwili roześmiała się w najlepsze.

Nikt nigdy więcej nie wspominał tej sytuacji – ani ciocia, która nie widziała w niej nic nadzwyczajnego, ani Ola, która traktowała to wydarzenie jako coś wstydliwego i strasznego zarazem. Odebrało jej mowę, tak samo jak tamtego pamiętnego dnia. Zresztą słowa żadne, zwłaszcza małego dziecka, nie mogły oddać tego, co w istocie stanowiło niemałą traumę.