266. Jesień, zima, kto się unosi, a kto się wspina

Czarownica dziarsko schowała po przejażdżce swój rower do komórki, po czym żwawym krokiem ruszyła na swoje poddasze. Tego dnia słońce wisiało nad horyzontem, ocieplając i nabłyszczając jesienne liście na drzewach i te, które już opadły. Lekki wiatr kołysał wszystkim, uaktywniając najmniejsze gałązki. Czarownica jednakże zasunęła olbrzymie kotary i utkwiła na swoim codziennym fotelu, po czym…

159. Usprawiedliwienie

Spod ogromnego stosu książek wyłoniła się głowa uśmiechniętej Vai. – Niedługo tu wrócę, wybaczcie przydługawą nieobecność – powiedziały zęby. – W jednej z dzisiejszych rozmów z Powietrzem, kończąc ją, doszliśmy do wniosku, iż nasz morał jest taki – czas leci szybciej niż robaki. To dość uniwersalne stwierdzenie! Ponownie runęła w stos książek i papierów. –…

158. Od nowa

Nie było w niebiańskim teatrze nikogo oprócz jednej, nieregularnej chmury. Słońce właśnie wracało za horyzont, ale jeszcze w ostatnich aktach odwracania się za siebie – podświetlało swym blaskiem owego samotnego bohatera dnia. Sprawiało, że mienił się różnymi kolorami złota, a jego postrzępione brzegi nabrały wręcz karykaturalnie złotego koloru, droższego aniżeli całe materialne złoto. Wisiał tak…

157. Pustka

– Mówią, że miłość mieszka w niebie, tak? – Nie wiem, nie wiem, nieważne. – Pachną ci ręce. Bardzo ładnie, czym? – Kremem do rąk. Widzisz, czasem rozwiązania są bardzo blisko. – Pachnie ci szyja. Obojczyki dwa. – Nie pytaj. – Odpowiedz więc. – Balsamem do ciała. Tak pachnie całe moje ciało. – Zapach czego?…

156. Ciche, słodkie perspektywy

Czarownica z najwyższym spokojem, spod zmróżonych powiek zatopionych w rozmyślaniu, odwijała z papierka coś na kształt cukierka. Uśmiechnęła się szeroko, gdy jego zawartość, wcześniej skondensowana, teraz prężyła się przed nią w całej swej lotnej okazałości. – Witam cię, moja droga – powitał ją Podłóżkowy. – Dawno mnie tu nie było, prawda? – Prawda, prawda –…

153. Dziękuję

Baldachim oddychał spokojnym snem, paradoksalnie zasnął w czasie, gdy leżąca na łóżku kobieta zachowywała pełną przytomność. Ucichnął i oddał się regularnym oddechom, które w zasadzie pokrywały się z oddechami leżącej pod nim kobiety. Tak, oddychali równomiernie, jednostajnym, dobrym rytmem. Wokół wirowały srebrne gwiazdki, mrugające błyskiem brokatu przy lekko gwałtowniejszych zakrętach. Srebrzyste fale puchatej, pachnącej mgiełki…

151. Zawsze i na zawsze

Długie świece, jedne całkiem proste, inne poskręcane, paliły się wysokimi, nieporuszającymi się prawie wcale płomieniami. W powietrzu unosiła się woń różanych płatków, była wszędzie – na podłodze z białego alabastru, na wielkich srebrno-białych kaflach na ścianie, na kredowym suficie. Powietrze kilka razy niemal zachłysnęło się samym sobą. Narożnikową wannę, również otoczoną świecami, wypełniała woda zmieszana…

150. W zapomnienie

Wnętrze groty było ciemne i nie bardzo można było wyznaczyć jej granice. Wznosiła się z pewnością wysoko, a jej sklepienie ginęło w mrokach, tak samo jak niektóre części ścian. Wszystkie te tajemnicze, ciemne wgłębienia wcale nie zachęcały do zbadania, co w nich jest – może nawet były wejściem w jakieś ścieżki, ale bez wiedzy, dokąd…