385. Kim jest riot grrrl?

W nagłówku mojego bloga widzisz „grrrl power blog”. Nie bierze się to z przypadku. „Grrrl” odsyła do „riot grrrl”, czyli zagadnienia, które chcę wytłumaczyć w dzisiejszym poście. Tak więc, kim jest riot grrrl i o co chodzi z tym całym „girl power”?

00e01b03a57dee3a2c6c5a48071c164e.jpg
To dziewczyna, która wyznaje ideologię sięgającą korzeniami do lat 90., stanu Waszyngton, miasta Olympii i całego Pacific Northwest w USA. Jest to undergroundowy ruch feministyczny, który zawiera w sobie feministyczne poglądy pomieszane z punk-rockiem i polityką. Sztandarowe zespoły riot grrrl to Bikini Kill, Bratmobile, Heavens to Betsy, Excuse 17, Huggy Bear, Skinned Teen, Emily’s Sassy Lime czy Sleater-Kinney.

e4fe575e8808464d1b80661900895b14

Ruch riot grrrl związany jest z trzecią falą feminizmu, a czasem uważa się nawet, że to trzecia fala powstała z riot grrrl. To także gatunek muzyczny, który wywodzi się z niezależnego indie rocka, kładący nacisk na punkową ekspresję kobiet – taką samą, jaka była do pewnego momentu tylko domeną mężczyzn. Stawia więc riot grrrrl na równość, solidarność kobiet i wzajemne wsparcie na scenie muzycznej.

aaaa.jpg
Tematami eksplorowanymi przez riot grrrl są: gwałty, przemoc domowa, seksualność, rasizm, patriarchat i rośnięcie kobiet w siłę. Te pierwsze, negatywne zjawiska, są oczywiście przez riot grrrl krytykowane, także wyjaśniane i przybliżane tak, aby stało się o nich głośno. Riot grrrl wychodzi z zacisza domowego krzykiem i jedyną w swoim rodzaju ekspresją, poruszając problemy trudne, ale warte zrobienia tego.

11c2821e2222ac3c92842a4ca99e684e
Ciekawym wątkiem riot grrrl jest twórczość dziennikarska tego ruchu. Powstały liczne tzw. ziny, często w technice Do It Yourself (DIY), pisane odręcznie, a potem kopiowane w dużych ilościach. Dzięki takiemu głosowi na papierze ruch riot grrrl stawiał na postawę aktywną, prospołeczną, żywo zainteresowaną tym, co złego, a wartego przybliżenia, dzieje się w świecie kobiet. Czysty feminizm na papierowych kartkach.

cccc
Teraz parę słów o „Girl Power”, pokrewnym zagadnieniu do riot grrrl. Slogan ten promuje oraz celebruje siłę, niezależność i pewność siebie kobiet, a w oryginale pojawił się po raz pierwszy w 1991 roku, kiedy to Kathleen Hanna z Bikini Kill wydała zin o takim właśnie tytule. „Girl Power” szybko skradł liczne serca kobiet i młodych dziewczyn, oraz przyczynił się do rozwoju i utrwalenia samego riot grrrl.

dddd
Kim więc jest riot grrrl w czasach dzisiejszych? To kobieta, która celebruje wszystkie te stare, bo z lat 90., riotowe ideały. „Riot” oznacza oczywiście „bunt”, i jest to rzeczywiście postawa niejako buntownicza właśnie. Współczesna riot grrrl celebruje swoją niezależność, pewność siebie i siłę poprzez słuchaną muzykę, ubierane ciuchy, aktywną postawę w społeczeństwie. To dziewczyna, która po prostu ma moc.

bbbb.jpg

I ja staram się być riot grrrl na co dzień. Mimo że to stara ideologia (za 3 lata będzie miała 30 lat – sic!), to wciąż do mnie przemawia i sprawia, że czuję się lepiej oraz pełniej. Postawa riot grrrl to moja postawa. Widać to we wpisach, które tworzę na blogu, widać to w muzyce, której słucham, w ubraniach, jakie wybieram na co dzień, działaniach, które podejmuję. I nigdy nie zamierzam z tej drogiej mi ideologii rezygnować.

A Ty? Masz swoją własną ideologię?
Co sądzisz o riot grrrl – czy to potrzebny ruch?
Czy warto celebrować siłę, niezależność, piękno,
pewność siebie wszystkich kobiet?
A może brałaś/eś udział w strajkach antyaborcyjnych?
To znaczy, że jesteś riot!

Zapraszam do wszystkich moich riotowych wpisów, linki poniżej:
1) Modne GRL PWR, czyli riot grrrl na bluzach i t-shirtach
2) „I’m gonna make my own money, gonna buy my own land” – i robić swoją muzykę też. Scena riot grrrl 2011-2014
3) Scena riot grrrl 2014-2017

Także do mojej riotowej tablicy na Pinterest, bo obrazy mówią często więcej niż słowa:
* Riot grrrl + Feminizm

Reklamy

384. Sowia Poczta: Kwietniowy Box Biznesowy

Zamówiłam na kwiecień box biznesowy z Sowiej Poczty. Sowia Poczta to bardzo ciekawy model usług, w których zamawiamy dane boxy, nie wiedząc co się w nich znajdzie. Jest w tym element zaskoczenia i niespodzianki. Do wyboru są boxy już na maj: magiczny, pielęgnacyjny, dla odważnych, romantyczny, fantastyczny i właśnie biznesowy. Co znalazłam w swoim boxie biznesowym na kwiecień?

DSC_0001

DSC_0002

DSC_0009.jpg

Książka „Bogaty albo biedny: po prostu różni mentalnie” – jeszcze nie wzięłam się za czytanie, ale książka nie jest gruba i można ją pochłonąć w jeden dzień, co na pewno zrobię przez weekend.

DSC_0007.jpg

Notes w linio-kratkę, gotowy do zapisywania, organizowania i planowania. W sumie mam sporo różnych notesów, więc ten tylko powiększył pulę, mogłoby to być coś innego, no ale wyszło jak wyszło.

DSC_0006

Kolejny notes, mniejszy, już sprezentowałam go pewnej osobie, ponieważ nie potrzebuję aż tylu notesów do zapisywania. Jak wspominałam przed chwilą, mam ich całkiem sporo, tak więc na prezent sprawdził się doskonale.

DSC_0011

Oczywiście do zapisywania treści potrzebne są odpowiednie pisadła. Sowia Poczta zadbała i o ten aspekt. Długopisów i pisaków też mam w sumie sporo, ale nie zaszkodzą na pewno kolejne rzeczy do zapisywania.

DSC_0008

A to są zakładki do książek albo do notesów. Drobiazg, ale bardzo fajny, cieszy oczy i cały umysł. Zabawna forma zakładek wywołała uśmiech na mojej twarzy. Nie są może profesjonalne jak na biznes przystało, ale i tak są bardzo ciekawe.

DSC_0012.jpg

W boxie była także seria wizytówek, zakładek i naklejek. Miły akcent, aczkolwiek raczej niepotrzebne mi są te rzeczy. Taki ot dodatek, ale mało biznesowy moim zdaniem, nijak się ma do organizacji czasu, ale to w końcu akcenty samej Sowiej Poczty.

DSC_0013

Personalizowany list. Napisany jest odręcznie, bardzo miły dodatek do całego boxa. Z życzeniami udanej majówki, stanowi ciekawy akcent całego boxa. Plus za to, że jest własnoręczny i bardzo oryginalny.

DSC_0010

A na koniec – coś dla ciała. Mydełko różane, o intensywnym, bardzo miłym zapachu. Raczej stworzone do boxa pielęgnacyjnego, nie wiem co robiło w boxie biznesowym, aczkolwiek jego zapach i użyteczność są także na plus.

DSC_0003

DSC_0004

Reasumując, jestem dość zadowolona z całości boxa biznesowego, bo znalazłam w nim i interesującą książkę w ciekawym dla mnie temacie, i garść gadżetów potrzebnych do rozwoju osobistego i skutecznego planowania czasu. Chciałabym otrzymywać takie boxy co miesiąc, ale raczej nie jest to możliwe, gdyż cena nie należy niestety do niskich – koszt boxa to 69 zł + 15 zł za przesyłkę, co daje 84 zł. Sami oceńcie, czy warto. Jak uważacie?

383. [ROCKUJĄCA RECENZJA] A Perfect Circle – „Eat the Elephant” (2018)

A Perfect Circle to nie taki młody zespół. Ta amerykańska supergrupa została sformowana w 1999 roku i wydała jak dotąd cztery płyty studyjne – „Mer de Noms” (2000), „Thirteenth Step” (2003), „eMOTIVe” (2004) oraz – po czternastu latach – długo wyczekiwany longplay „Eat the Elephant” (2018). Tak więc zespół ten składający się z Maynarda Jamesa Keenana na wokalu, gitarzysty Billy’ego Howerdela, gitarzysty Jamesa Iha, basisty Matta McJunkinsa i perkusisty Jeffa Friedla, będzie za rok obdchodził swoje 20-lecie. Co przyniósł album „Eat the Elephant”, wydany 20 kwietnia br.? Przejdziemy teraz przez wszystkie jedenaście piosenek.

EatElephant

Otwierający płytę utwór – tytułowy „Eat the Elephant” jest melancholijny i wprowadza bardzo spokojną atmosferę. Niespieszny wokal Keenana komponuje się z powolną muzyką. Outro wraz ze słowami: Where to begin eludes me / Without you to remind me / Just begin, doskonale zapowiada dalszą twórczość.

Znany wcześniej jako singiel „Disillusioned”, wydany 1 stycznia 2018 roku, jest ożywiający, bo zdecydowanie szybszy. Opowiada on o społeczeństwie jako całości, która ślepo biegnie naprzód, wiedziona wszystkim tym, co błyszczy. Czymś, co wyróżnia ten utwór, jest użyte w nim pianino, które dominuje go całego.

„The Contrarian” rozpoczyna charakterystyczna gitara akustyczna. Odsyła tym samym do wcześniejszego dorobku zespołu, tak zdominowanego przez specyficzne gitarowe intra („The Package”, „The Outsider”, „Rose”, „3 Libras”). Tytułowy Contrarian, czyli przeciwnik, to oszust, przed którym przestrzega śpiewający Keenan.

Kolejna piosenka to również znany wcześniej singiel, „The Doomed” zapowiadający płytę, wydany 16 października 2017 roku. Przejmujący wokal Maynarda to znak rozpoznawczy tego utworu, a także sam tekst dotykający takich kwestii jak kapitalizm, religia, nierówności społeczne. (Personalnie, mój ulubiony jak na razie utwór.)

„So Long, And Thanks For All The Fish” jest niespodziewanie skocznym, żywym i wesołym utworem. Takie wcielenie Maynarda jest oryginalne. „So Long…” przywołuje skojarzenia z Pink Floyd, jest to również utwór bardzo progresywny w swojej naturze i pełen udziwnień (ponownie pianino), które tworzą jedyną w swoim rodzaju całość.

„TalkTalk” słuchacz także poznał już wcześniej jako singiel z 5 lutego 2018 roku. Krytycy piszą, że utwór ten to krytyka muzyczna religii i polityki mającej wpływ na nowoczesne społeczeństwo. Sam twórca słów, Maynard James Keenan, zdradził, że to kawałek po prostu o odpowiedzialności. (Jest to mój drugi numer jeden na tej płycie.)

„By And Down The River” rozpoczynają sekwencje gitary i pianina, bardzo ciekawa mieszanka. Melodyjny wokal Keenana szybko dominuje utwór. Interesujące przejścia i pauzy nadają utworowi niezwykłą atmosferę. Howerdel wypowiedział się o tej piosence jako podróży; rzeczywiście jest to niezwykła muzyczna, progresywna wycieczka.

Akordy „Delicious” zapowiadają wesoły utwór, co jest znamienne w twórczości tego dość melancholijnego zespołu. Nie wiadomo, do kogo zwraca się dokładnie podmiot liryczny, ale wiadomo, że dla tych, którzy stoją za tekstem, „wyśmienite” jest to, że ktoś się boi – So delicious / For the rest of us to witness your dread. To dość specyficzny kawałek.

Nie inaczej jest z „DLB”, na winylu podzielonym na dwie strony. Tajemnicze intro wprowadza klimat pełen sekretów. Jest to utwór instrumentalny, bez słów, trwa około dwóch minut, a więc jest krótki. W swoisty sposób oddziela się od reszty płyty, a zarazem stanowi jej łącznik. Instrumentalny utwór to wyjątkowe rozwiązanie dla A Perfect Circle.

Niepokojąco zaczynające się „Hourglass” odsyła do klasyków typu „Judith” czy „Crimes”. Zniekształcony wokal Keenana, przepuszczony najprawdopodobniej przez syntezator, to sztandarowy wyróżnik tego kawałka. Utwór jest o swojego rodzaju równości społecznej, iż każdy polityk – bez względu na poglądy – może ulec psychicznemu załamaniu.

Przedostatni „Feathers” to również dobry utwór, aczkolwiek nie wyróżniający się niczym specyficznym. Mamy muzyczne medley, znowu, jakby to ujął Howerdel, swojego rodzaju „podróż”, z licznymi przejściami, dodatkami, ubarwieniami. Jest to niewątpliwie utwór, do którego muzycznie bardzo się przyłożono i zadbano o ogólny wydźwięk.

„Get The Lead Out” – ostatni numer z płyty – rozpoczyna specyficzne pianino pomieszane z perkusją. Słowa i wokal Keenana oraz rozliczne udziwnienia muzyczne przynoszą na myśl dinozaurów rocka progresywnego w rodzaju ponownie Pink Floyd czy też King Crimson. Jako ostatni z płyty utwór, „Get The Lead Out” to doskonałe outro.

I tak dobrnęliśmy do końca recenzji „Eat the Elephant”. Czy jest to album dobry? Oczywiście, że tak. Kto czekał na A Perfect Circle czternaście lat, myślę, że na pewno się nie zawiódł. Zespół musiał sprostać wielkim oczekiwaniom i, moim zdaniem, poradził sobie ze wszystkim świetnie. Wszystkie utwory mają własny, jedyny w swoim rodzaju, klimat. Nie ma powtarzalności, wtórności, odtwórczości – jest oryginalność, pomysłowość i nieszablonowość. Słowa, jak zwykle bardzo poetyckie, intrygują, zaciekawiają i frapują. Muzyka – zachwyca, olśniewa i oczarowuje. Nic dodać, nic ująć – to cudowny album.