342. [ROCKUJĄCA RECENZJA] Dorothy – „28 Days in the Valley” (2018)

get

Dorothy to amerykański zespół hardrockowo-bluesowo-southernrockowy. Jego siedziba to Los Angeles w Californii. W jego składzie znajduje się stojąca na jego czele wokalistka Dorothy Martin, gitarzysta Owen Barry, gitarzysta Eli Wulfmeier, basista Eliot Lorango i perkusista Jason Ganberg. Grupa ma w swoim dorobku kilka EPek oraz debiutancki longplay. Ta recenzja dotyczyć będzie drugiego albumu formacji – „28 Days in the Valley”.

Dorothy_28_Days_In_The_Valley

Płytę otwiera eteryczno-rockowe „Flawless”. W utworze mowa o tym, że ktoś z kimś się rozstał, ale rozstanie to nie jest do końca jednoznaczne, bo podmiot opowiadający w piosence wciąż jest „flawless” – czyli bezusterkowy. Rozstanie jakby nie obchodzi go do końca. W wymowie piosenka jest więc bardzo optymistyczna, mimo złego doświadczenia.

„Who Do You Love” to ciekawa ballada, na swoim miejscu – jako drugi numer z płyty. Pytanie zawarte w tytule utworu powtarzane jest przez wokalistkę kilkakrotnie. Zwraca się ona chyba do mężczyzny, który jest „frozen inside”, czyli zamrożony od środka. Prawdopodobnie wcale nie kocha. Te dwa powyższe kawałki znałam, zanim wyszła płyta – promowały one nią.

Czas na pierwszy utwór, który jest dla mnie nowością – „Pretty When You’re High”. Rozpoczyna się spokojną gitarą, w ogóle jest bardzo wyciszający. Zdecydowanie jest to bluesowy kawałek. Mowa w nim znowu o łamaczu serc, będącym samotnym wilkiem w dziczy. Temat niespełnionej miłości znowu powtarza się w twórczości Dorothy. Nie jest to jednak ani trochę denerwujące czy przeszkadzające.

W „Mountain” mamy nowość – chórki. Dorothy Martin towarzyszą backing vocals, co nie zdarzyło się nigdy wcześniej w całym dorobku zespołu. Śpiewa wraz z nią mężczyzna. Znowu utwór kojarzy mi się jednoznacznie z bluesem. „Hey Mountain/Hey Mountain” – wyśpiewuje Dorothy, zabierając słuchacza w podróż okraszoną specyficzną przyrodą i nietypowymi krajobrazami.

„Freedom” ponownie rozpoczyna się bardzo spokojnie. W sumie płyta ta jest w miarę wyważona, jak do tej pory. Na pewno nie jest to metal, a zdecydowanie lekki, bluesowy rock. „Freedom” udowadnia to po raz kolejny. W piosence występują motywy różnych miejsc w Stanach Zjednoczonych, które kojarzą się z wolnością – wartością, która ostatecznie stoi na pierwszym miejscu w tym kraju. To swojego rodzaju utwór „drogi”.

„White Butterfly” zaczyna się bardzo tajemniczo – pojedynczymi, bardzo cichymi dźwiękami gitary elektrycznej – do czasu, gdy wchodzi wokal i perkusja. Niewiarygodne są dźwięki, któe wydobywa ze swojego głosu Dorothy w tej piosence. Przechodzi bardzo wysoko, a ponownie występują chórki – tym razem w refrenie. Utwór wycisza się i wygłaśnia na przemian – ma bardzo progresywne, malownicze tempo.

Pora na tytułowy utwór – „28 Days in the Valley”. Rozpoczyna go intro rodem z filmów o Dzikim Zachodzie, człowiek przez moment czuje się, jakby był w kinie. Ten utwór cały jest właściwie filmowy i z powodzeniem mógłby okrasić film przykładowo Quentina Tarantino. Nie zdziwię się jak ten utwór znajdzie się w tego typu produkcji, bo jest niesamowicie klimatyczny.

„On My Knees”, w przeciwieństwie do poprzednich co najmniej trzech utworów, jest żywy, szybki i skoczny. Gitara wybrzmiewa z całą swoją mocą, a wokal Dorothy świetnie się z nią przeplata. W słowach piosenki znowu pobrzmiewa jedyny w swoim rodzaju dystans do spraw miłosnych. Dorothy powtarza konsekwentnie pewne motywy w swoich piosenkach.

„Black Tar & Nicotine” to pewne wyciszenie, znowu, po skocznym poprzedniku. Jest to zdecydowanie bardziej ballada. „My heart is empty and there’s no tears” – siła wybrzmiewa z płuc wokalistki i ze słów, które wyśpiewuje.

„Philadelphia” to utwór o tym właśnie miejscu. Znowu mamy motyw drogi, podróży, geografii USA. Dorothy to nierozerwalnie połączona ze Stanami Zjednoczonymi twórczyni – kraj ją inspiruje i to słychać. Jej wokal jest tu wyjątkowo delikatny.

„Ain’t Our Time To Die” nie wyróżnia się niczym specjalnym. Niestety. To jakby kolejny kawałek w klimacie poprzednich. Dorothy znowu zwraca się do jakiegoś mężczyzny. Wokal jest jak zwykle niesamowity, ale utwór jakoś się nie odznacza.

Przedostatni „We Are STAARS” to rock’n’rollowy kawałek w całej swojej okazałości. Jest szybki i skoczny. Bardzo kojarzy się z twórczością Beatlesów – mamy w nim chyba wszystko, co porywa chociaż do ruszania nogami albo nawet do tańca.

Ostatni utwór, „We Need Love”, to swojego rodzaju hymn o miłości. O tym, że jest potrzebna, wręcz niezbędna w dzisiejszych trudnych czasach. Lubię takie piosenki, bo wnoszą coś niesamowitego do świata, na którym przyszło nam żyć.

PODSUMOWANIE
Album „28 Days in the Valley” zabiera słuchacza w podróż nie tylko muzyczną, ale także geograficzną – po Stanach Zjednoczonych. Jest nierozerwalnie związany z tym krajem, w związku z czym chyba nie każdemu przypadnie do gustu. Marzy mi się taka płyta na gruncie Polski – byłoby to bardzo ciekawe, nowatorskie rozwiązanie w dziedzinie rock’n’rolla. Wciąż czekam na taką płytę. „28 Days in the Valley” wzbudza nostalgiczne uczucia. W swojej wymowie jest dość optymistyczny, ale także melancholijny. To ciekawa mieszanka bluesowych ballad, rock’n’rollowych kawałków i southernrockowych, rasowych piosenek. Czy wrócę do tej płyty? Kiedyś pewnie tak, ale po jednym słuchaniu mam na razie dość. Z obu płyt, które wydał Dorothy, wolę jednak debiutanckie „ROCKISDEAD”. Chociaż na pewno dam tej nowej płycie jeszcze zasłużoną szansę.

 

Reklamy

18 komentarzy Dodaj własny

  1. Klayduia pisze:

    Nie znam, jednak nie które piosenki bardzo mi się spodobały:)

    Polubienie

    1. K.A.K-C pisze:

      Mam tak samo 🙂

      Polubienie

      1. Vai Bewitched pisze:

        Ja chyba też.

        Polubienie

  2. beataherbata pisze:

    ciekawie i wyczerpująco opisane 🙂

    Polubienie

  3. Iwona pisze:

    Brzmi zachęcająco!

    Polubienie

  4. Tosimama pisze:

    Nie znałam, posłuchałam z przyjemnością:)

    Polubienie

  5. Mgada pisze:

    Masz racje,ze polskie wydanie tego typu plyty mogloby byc ciekawym doswiadczeniem dla sluchacza.

    Polubienie

  6. Posłucham dzisiaj z przyjemnością, dzięki za reckę

    Polubienie

  7. beataskrzypczak pisze:

    Po twoim wpisie zdałam sobie sprawę, że kupuję zdecydowanie za mało płyt! Piękny projekt graficzny okładki, chętnie zapoznam się z tym gatunkiem muzycznym bliżej 🙂

    Polubienie

  8. Nie znałam tej grupy. Ciekawe połączenie i fajna muzyka. Dzięki za polecenie!

    Polubienie

    1. Vai Bewitched pisze:

      Cała przyjemność po zespołu stronie! 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s