314. 5 piosenek walentynkowych, których na pewno nie znasz

Walentynki, Dzień Zakochanych – nazywaj jak chcesz. Skoro mam już to poklejone, polepione, złamane serce, to zaprezentuję piątkę moich nietypowych muzycznych ulubieńców, jeśli chodzi o utwory na ten szczególny dzień. Nie będzie słodko, pięknie, cukierkowo, ani zalotnie – będzie z pazurem, odważnie, przewrotnie i nieoczywiście. Taką miłość preferuję, taką miłość uwielbiam.  Do każdej piosenki dodam trochę lyrics, abyś nie musiał/a szukać.

Broken-Heart

1. Rita Lynch – Call Me Your Girlfriend

Where is a boyfriend?
Where is a boyfriend?
He left you high and dry
Reach for the sky, high

2. Etta James – I Just Want To Make Love To You

I don’t want you to be no slave
I don’t want you to work all day
But I want you to be to true
And I just want to make love to you

3. Dorothy – Dark Nights

Don’t send me no angel
This city’s too cold
Cause I need a man with a black heart of gold
Don’t give me no lover
If he ain’t got the stones
Cause I need a man who will fight for his own

4. White Lung – Kiss Me When I Bleed

I got a basic need
Kiss me WHEN I BLEED!
They say I split my pride in two
When I became a bride for you

5. Dead Sara – Suicidal

And we’ll laugh like idiots
Laugh like idiots, together
I can be a stranger, a stranger
I can be, I can be, I can be what you want

To koniec specjalnego, walentynkowego przeglądu.
Znasz tych twórców i te utwory?
A może któryś szczególnie przypadł Ci do gustu?
A może też masz zranione serce i stronisz od miłości?
Koniecznie daj znać w komentarzu!

Reklamy

313. 28-dniowe wyzwanie pisarskie. Dzień 14

Dzień 14. Twoje najwcześniejsze wspomnienie.

duchy

/fragment mojej niedokończonej powieści/

Do niezapomnianych przeżyć Oli z tamtego okresu, które miały wpływ na jej dużą wyobraźnię, należy jednak inne, szczególne wydarzenie. Mówiąc bardzo obrazowo, było jak gwałtowne wbicie noża, po którym niechybnie została blizna.

Było październikowe, jesienne popołudnie. Liście tego dnia krążyły i spadały z drzew szybciej niż zwykle z powodu dużego wiatru.

Tego dnia Ola pozostawała pod opieką swojej młodej cioci, starszej od niej tylko o czternaście lat, czyli mającej wtedy jakieś dwadzieścia. Wiek jest tu ważny, ponieważ młoda, niefrasobliwa ciocia zrobiła coś, czego dorosły pewnie by się z racji wieku nie dopuścił. Babcia, która najczęściej opiekowała się wnuczką, a nawet sąsiadka, proszona o opiekę od czasu do czasu, były tego dnia zajęte.

Zdaje się, że od początku misja cioci nie wychodziła jej za dobrze. Z głośnym hukiem rozbiła talerz, na który nakładała sporządzony dla siebie i dla Oli obiad – frytki. Zdenerwowała się, co widać było w czasie, gdy zbierała okruchy szkła. Ola zamarła na huśtawce, ale po chwili wróciła do dawnego rytmu.

Po niespecjalnie zdrowym posiłku zaczął się taki przemiły obrazek: niania wraz z Olą usiadły przy ławie w pokoju gościnnym nad ogromną książką. Była to encyklopedia i oczywiście zawierała więcej tekstu niż obrazków. Ciocia odczytywała każdy, wskazany przez dziecko wyraz.

Po wyjaśnieniu terminu „parowiec” i krótkim wspomnieniu Titanica, czego Ola i tak nie rozumiała, ciocia powstała z miejsca z postanowieniem otworzenia drzwi na przedpokój oraz okna. Zamierzała pozbyć się wszędobylskiego zapachu smażonych ziemniaków.

Niedługo po tym jak wróciła na miejsce, dał się we znaki hulający za oknem wiatr. Wył przeraźliwie, był zimny, przez co Ola błagała o zamknięcie okna. Ciocia zapewniała, że jeszcze chwila i to zrobi. Dokończyła w tempie, niezmienionym i spokojnym tonem, definicję „watahy”. Ola skuliła się, odsuwając nos od książki.

Wtedy stało się coś, co widziała pierwszy raz w swoim życiu, co prawda jeszcze i tak krótkim. Duże karty encyklopedii, lekko już pożółkłe przez upływ czasu, zaczęły z wolna przewracać się. Początkowo jedna po drugiej, a później całe serie.

Ola nie znała wcześniej książek od tej strony! Niestety jednak ciocia wybrała najbardziej niefortunne wyjaśnienie tego zjawiska, a podkreślić trzeba, że małe dziecko nie łączyło go z przeciągiem, który powstał. Z przerażeniem w oczach ciocia oznajmiła krótko i dobitnie:

– Duchy.

Można było porównać to tylko z wykrzyczanym szeptem. Ola zamarła w bezruchu, zapominając o całym zimnie. Przed jej oczami wciąż przewracały się strony, od litery „W” do samego „A”.

Na domiar złego ciocia kontynuowała swoje przedstawienie. Choć zamknęła okno, to już po chwili niespodziewanie wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Dłuższy czas upłynął, nim wróciła z powrotem. Wcześniej przestraszona i zziębnięta Ola próbowała z przerażeniem w oczach rozpoznać ciemne kształty, które przesuwały się za przeszklonymi drzwiami.

Ciocia zastała Olkę skuloną w rogu kanapy. Patrząc na nią z nieukrywanym rozbawieniem, po krótkiej chwili roześmiała się w najlepsze.

Nikt nigdy więcej nie wspominał tej sytuacji – ani ciocia, która nie widziała w niej nic nadzwyczajnego, ani Ola, która traktowała to wydarzenie jako coś wstydliwego i strasznego zarazem. Odebrało jej mowę, tak samo jak tamtego pamiętnego dnia. Zresztą słowa żadne, zwłaszcza małego dziecka, nie mogły oddać tego, co w istocie stanowiło niemałą traumę.