(186.) 13* Zabawy z językiem

Twoje ciemne włosy lśnią tak pięknie, o Nieistniejąca, są diamentowe, perłowe, srebrzyste jednocześnie, nie jest jeszcze za wcześnie, aby pięknieć jeszcze, i jeszcze. Są najszlachetniejsze, a szlachta polska się chowa, zresztą zawsze się chowała w chatach pseudobogatych, zresztą dokładnie tak jest, dosłownie, chowa się, nie ma jej, jesteś tu tylko ty, nikt więcej, więcej nikt. Usiądź jak potrafisz najwygodniej, czuj się swobodnie, podciągnij spodnie i niechaj będzie godnie.

Spłyńmy razem w dół rzeki, bądźmy w niej i nią, z tobą, tylko z tobą, zanurzajmy się, zahaczajmy o okoliczne zamki, wypełniajmy puste ramki. Róbmy mnóstwo zdjęć, być może ucieszy się z nich przyszły zięć, ale nie wiem czy będę miała taką rodzinę, zginę czy nie zginę, nie minę się z powołaniem lub perfekcyjnie i jednoznacznie się z nim minę, na minę jakąś wpadnę, zrobiwszy uprzednio idealnie kwaśną minę, nawet niesmaczną.

Czytam cię tak szybko, litera po literze, dogłębnie dostrzegam to i w pełni wierzę, że leżę w każdym słowie, którym jesteś, wywrzeszczę to zaraz, najgłośniej na świecie. Zupełnie nie wiem czy oni wiedzą i czy wy wiecie, ale nie obchodzi mnie to zupełnie. Chciałabym przy tobie głośno płakać, szlochać ze szczęścia, może to zrobię, ale najpierw zanurzmy się głęboko we własnych słowach, bądźmy kapitanami swoich statków, twórzmy zdania i rozwiązujmy wspólnie morskie zadania, i łamigłówki, nieważne ile będzie kilometrów za nami – proszę, zostańmy dwoma muszkieterami, walczmy słodko i namiętnie, ukrywając skrzętnie najdrobniejsze blizny, och, zupełnie bez aktów wścieklizny, zero zgnilizny, nisko i ślisko, blisko przy tobie.

Turkus kresek pod twoimi oczami mruga do mnie, a ja się uśmiecham, zero wyobrażeń typu „wieszam się czy się nie wieszam”, kocham takie uczucie, och, chodź tu, chcę widzieć jak się zbliżasz, zniżasz się do mnie i widzę twój dekolt. Tańczę na linie i wpadam w podwójny zachwyt, oddycham nad tobą wiosną, latem, jesienią i w zimie.

Podchodzisz do mnie powoli, emocjonalnie, kompletnie niebanalnie, jesteś najbardziej elegancką kotką, jaką dane mi było widzieć, nie wiem czy się wstydzę. Najprawdziwszą i przepiękną na dwóch płaszczyznach, nie tylko taką na zewnątrz, ale i wewnątrz, w twoim gorącym środku, w którym chcę się spalać. Może będziesz musiała przecisnąć się między tymi złotymi łóżkami, przypudrowanymi baldachimami, kokieteryjnymi panienkami, różowymi zabaweczkami, ale dasz radę, wiem, że mam rację, bo na pewno posiadasz grację, mówiłam już – zostańmy muszkieterami, niech poleci krew, czujesz zew przeznaczenia? Jakąś nieścisłość? Tak wygląda nasza słodka przyszłość.

Czekam tu na ciebie z niecierpliwością, radością i różaną miłością. W dobrym stylu, z gracją i w pełni animuszu będziemy tonąć w miękkim pluszu, a potem w bluszczu, wołam jeszcze i jeszcze, uwielbiam bluszcze, ziszczę te nasze wspólne marzenia. Absolutnie nie od niechcenia uśmiecham się teraz, gdy widzę ciebie, a ty pytasz, co robić, jak wejść, jak się dobić, zabić miłością, zakopać klucze, gwoździe wyciągnąć i wyrzucić. Już ci mówię.

Widzę dokładnie, jak otwiera się przestrzeń, jeszcze trochę, jeszcze… Zaskocz mnie teraz i wskocz tutaj, do tej ciemnej otchłani, którą pokazuję ci palcem wskazującym z czerwonym paznokciem, wskakuj nim zamilkną światła i słowa zgasną, nim zasną ci wszyscy, co patrzą. Jesteś kobietą taką piękną, radosną. Wskakuj. I co jeszcze mogę ci powiedzieć? Dalej pielęgnuj swoje włosy, daj im siłę, by rosnąć. Niech błyszczą latem, jesienią, zimą i wiosną.

Reklamy