(184.) 11* Chwilość

Serce dziś zabiło mi mocniej, coś w nim jest.

Chwila to motyl, który siada mi na ręce; nie, to nie motyl, dziwnym czy niedziwnym sposobem – nie lubię motyli. Robakom śmerć. Chwilom życie. Życie chwilą. Żyj chwilą, bo życie jest chwilą. Krótka powtórka. Jest niemożliwa.

Co tu dużo mówić, dryfowanie we mgle jest względne – jego atrakcyjność zależy od osoby, którą pochłania taka właśnie czynność. Mi było wcale dobrze. Niepokoi mnie tylko to, że tworzę krótkie zdania. A czas na literaturę, to literatury czas. Twórczości swojej i własnej. Ależ czuję w sobie pokład energii, weny czy też może – jak czasem bywa – pustej ambicji. Tak, niestety pustej! Zrobię wszystko, by taka nie była, a jak będzie – zapełnię ją. Zapełnię ją. Zapełnię ją.- Bo jesteś teraz prawie tak mądra i sprytna jak ja.
Powiedziała to z uśmiechem, który szeptał mi, że nie mówi do końca poważnie. Postawiłam się.- Nie chcę być prawie jak ty. Jestem w pełni sobą. Na dodatek, rzeczywiście czuję się obecnie mądra. Czuję się mądra i mam nadzieję, że cechuje mnie także spryt. To potrzebne. Pierwsze zdobywa się, przynajmniej w moim przypadku, z przyjemnością, drugie – nie wiem, przychodzi z wiekiem? W nocy? W kapturze, same, z kimś?
– Zagadka ludzkości.

Dym z papierosa uderzył w ścianę i rozbił się o nią. Zamilknęłyśmy, ona zamknęła te swoje obłędne, zielone oczy. Nasze oczy razem to krajobraz.

Dryfowałam dalej i dalej. Pośród liter, słów, zdań, nagłówków, akapitów, dat, dat, dat! Wydarzeń z przeszłości. Dawnych i niedawnych. Oczywiście mam na myśli zagłębianie historii naszego kontynentu. Och, europejskiego! Zawaliła się właśnie jakaś abstrakcyjna konstrukcja. Po prostu runęła teraz na Europę.
– Co masz na myśli, dziewczyno? – fioletowłosa, ta druga (nasze oczy razem to średniowieczny banita), zapytała nadzwyczaj poważnie, trzepocząc długimi rzęsami. Oczekiwała odpowiedzi. Mojego wyjaśnienia, że plotę bzdury.
– Słuchaj, no mam na myśli to, że zrobiło się racjonalnie.
– Tylko na chwilę.

Odrzekła to bez zastanowienia. Już po chwili jej bańki mydlane, które przed momentem powołała do istnienia, dryfowały w dziwnym rytmie, który kontrolowała. Uśmiechnęłam się. Koniec odpoczynku.

Potrzebny był – i jest – powrót do powinności. Najprzyjemniejszych powinności naszego świata.

Reklamy