167. Przystanek ,,Dom”

KILKA WAKACYJNYCH ZAPISKÓW Z RÓŻNYCH ZAKĄTKÓW SNU WE ŚNIE

1. Śniło mi się, że pocieszając płaczącą koleżankę, powiedziałam: NIENAWIDZĘ LUDZI, KTÓRZY SPRAWIAJĄ, ŻE KTOŚ PŁACZE, BEZ WZGLĘDU NA TO JAK CICHY JEST TEN PŁACZ, JAK GŁOŚNY, JAK DŁUGI I JAK KRÓTKI. PO PROSTU ICH NIENAWIDZĘ. Dedykuję tę wypowiedź wszystkim tym, którzy są odpowiedzialni za czyjeś łzy, ale nawet nie sięgają po chusteczki.

2. Nie mogę być aż tak naiwna – wierzyć, że ludzie są z natury dobrzy, a prawda zawsze zwycięży. Tak nie jest na tym świecie. Tu trzeba być sprytnym, kręcić i kombinować, wyciskać soki i deptać po piętach. Oczywiście nie tylko tak i nie do przesady. Jedynie tyle, by przeżyć. Inaczej życie przechodzi gdzieś bokiem, w świecie złudzeń.

3. Zauważam, że nie jestem jedynie odmieńcem wizualnym, ale także psychicznym. Widzę efekt tego, że od zawsze jestem samotna [mimo, że czasem w pewnych etapach mojego życia (wydaje mi się, że) jest wokół mnie pełno ludzi]. Przez to po prostu NIE ZNAM SIĘ NA LUDZIACH. Podchodzę do nich zbyt naiwnie. Błądzę jak niewprawiony turysta w brzydkim mieście. Co poradzić? NIE WSZYSTKO ZALEŻY ODE MNIE. Choć jest to na pewno zdecydowana większość… Czemu po prostu nie będziecie lepsi? A ty? Czemu nie będziesz gorsza? Tylko jedno: WIĘCEJ WIARY W SIEBIE. ŚMIAŁO. Musisz w końcu wbić sobie do głowy, że Twoja ładna, ale zasmucona twarz niebywale kontrastuje z donośnym śmiechem ludzi brzydszych od ciebie.

4. Zdaje się, że od niedawna znam przyczynę tego, że nieustannie wątpię w skuteczność swoich działań/zachowań. Nie chodzi o „,,działalność twórczą” czy coś w tym stylu, w tej sferze jestem świadoma pewnych swoich talentów i tam chcę dążyć. Jeśli jednak chodzi o zachowania w relacjach z ludźmi, o sytuacje, które wymagają odwagi lub po prostu normalności – wtedy zamykam się, tchórzę i boję się, CO LUDZIE SOBIE POMYŚLĄ. A są tacy, którzy mają wszelkie konsekwencje dokładnie gdzieś. To ci śmiali (może nie zawsze mądrzy i rozsądni?). Nie wiem. We wszystkim jest pełno sprzeczności [bo jeśli chodzi o osobiste relacje z ludźmi, którzy mają dla mnie wystarczającą cierpliwość (i ja mam ją do nich) – wtedy jest cudownie – ale mowa raczej o życiu ,,społecznym”, wśród wielu ludzi, a nie intymnym, gdzie można otworzyć się na tyle, by nie wstydzić się niczego]. Ech, jestem zbiorem sprzeczności. Można mnie naszkicować ołówkiem na śnieżnobiałej kartce i TO BĘDĘ JA.

A przyczyna? Zapomniałam, do czego zmierzam w tym wywodzie. Przyczyna. Po prostu – wychowanie. ,,Jesteśmy przeszłością. Możemy o sobie powiedzieć: jestem tym, czym byłem„. Tłumienie chęci w zarodku, zatrzymywanie, powstrzymywanie, besztanie, poddawanie w wątpliwość. To tak jak z nadmiernym dbaniem o czystość dziecka – najczęściej kończy się to jego mniejszą odpornością na choroby czy powoduje alergie. Tak samo, gdy rodzic nadmiernie kontroluje swoje dziecko w sprawach codziennych, życiowych – wtedy ono choruje na nieśmiałość i zwątpienia. Drodzy rodzice, pozwalajcie więc swoim dzieciom wchodzić na drzewa – być może dzięki temu będą kiedyś gwiazdą naprawdę dobrego rocka.

5. Czytając któryś raz z rzędu te same książki, zauważam, że patrzę na nie INACZEJ NIŻ KIEDYŚ. Postrzegam je w inny sposób. Jestem w stosunku do nich… bardziej krytyczna? Chyba dorastam.

6. Chciałabym spotkać w swoim życiu osobę, którą śmieszyłyby – tak jak i mnie, w tych samych momentach – zwyczajne wypowiedzi, jak np. ,,I wtedy, no wiesz, ona poszła” lub ,,W czasie, gdy ty zjadłaś dwa wafelki, ja zjadłam ich pięć”.

7. Nie wiedziałam, że to co zwykle nazywam mięsem lub kotletem, może nosić też nazwę ,,bryzolu”, ,,pulpetu”, ,,bitki” czy ,,antrykotu”.

8. Chciałabym mieć do czynienia z jakąś starożytną rzeźbą lub kolumną, czymkolwiek, nawet kawałkiem kamienia – i móc zaciągnąć się nim. Chciałabym też móc oddychać powietrzem pośród dżungli, na szczycie buddyjskiej świątyni Borobudur. Na Jawie, a nie we śnie.

9. Zajrzawszy do pamiętnika sprzed kilkunastu lat, przyznałam największą rację wpisowi, który brzmi: KSIĄŻKI TO NAJLEPSI TWOI PRZYJACIELE – NIE OKŁAMIĄ, NIE ZDRADZĄ, A NAUCZĄ WIELE.

10. Myślę, że starczy mi optymizmu na tyle, by po usłyszeniu za oknem fajerwerków, nie myśleć ,,…o nie, to wojna”.

11. PERFEKCJONIZM jest cechą BARDZIEJ ZŁĄ, niż DOBRĄ. Jest równie dobry i równie zły dla człowieka-perfekcjonisty oraz równie zbawienny i równie piekielny dla jego otoczenia. I to właśnie czyni go taką syfiastą cechą charakteru.

12. Idealiści mają zdecydowanie gorzej od reszty świata, nad którym się unoszą. (Już nigdy nie chcę być oceniona przez pryzmat bloga.)

13. Czarownica jest na etapie delikatnego uświadamiania sobie oraz energicznego wbijania sobie do głowy, że jej życie NIE MOŻE BYĆ jedynie lotem na miotle pośród obłoków. Zdecydowanie nie jestem złotym środkiem – raczej pokrywa mnie kurz, który czym prędzej trzeba zdmuchnąć, zanim się nim zachłysnę.

Reklamy

166. Stos myśli

Nie, nie lubię gadać o kosmetykach. Nie, nie lubię rozmawiać o promocjach i wysprzedażach w sklepach z odzieżą. Tak, lubię dbać o swój wygląd. Nie, nie ruszę się z domu bez makijażu. Nie, nie używam pudru. Tak, mam ładną cerę. Nie, nie świecę się.

Nie, nie czytam gazet dla dziewczyn w moim wieku. Tak, prawie w ogóle nie czytam gazet. Nie, nie orientuję się w tym, co dzieje się na świecie doczesnym. Tak, czasem czegoś się dowiem, czasem coś przeczytam – ale to rzadko lub przypadkiem.

Rzadko jem jakiekolwiek słodycze – takie wątpliwości w związku z tym: czy większa ilość czekolady podniosłaby do góry kąciki moich ust? Stwierdzono, że działa rozweselająco. A czy powinnam przytyć, bo odnoszę wrażenie, że przez to, że niektórzy zazdroszczą mi mojej figury, nie darzą mnie sympatia i chcą mi sprawić przykrość? Lekka paranoja, ale to przecież ich problem, jeśli mają kompleksy w tej sferze, to co mogę doradzić… Jedzcie mniej słodyczy.

Nie wszystko można i trzeba w sobie zmieniać – tak jest wtedy, kiedy jest ci dobrze z tym, kim jesteś i co lubisz. Wszystko jest w porządku, dopóki coś, co robisz, nie odbija się w zły sposób na otoczeniu. Bo kiedy przychodzi konfrontacja z nim – wtedy wyłaniają się cechy, które musisz w sobie wyeliminować albo w miarę możliwości jak najbardziej opanować!

Och, jak cudownie nie wiedzieć, czy to, że się coś wie – to dobrze, że już czy źle, że dopiero! Ale przecież takie rzeczy są oczywiste. Sprawa się zmienia, gdy po prostu źle trafiasz…

Kiedy miałabym siebie narysować, użyłabym zapewne tylko ołówka, wyszedłby czarno-biały obrazek, biel w niektórych miejscach byłaby wyraźniejsza, w innych mniej, w niektórych dominowałaby sama czerń tysiąca kresek. Cała ja. To nie byłby na pewno kolorowy obrazek. No, może ewentualnie zamalowałabym sobie coś na fioletowo.

Kiedy jestem szczęśliwa, tak, to ta biel, widać to jak na dłoni. Każdy tak ma. Można umieć dusić w sobie wiele, można milczeć albo dostosowywać się do środowiska, wchłaniać je i stawać się nim, ale nie można ukryć radości. Radość to inna bajka. A co do zmian według otoczenia – ja nie potrafię zmieniać się ot tak, mam na myśli zmiany widoczne i gwałtowne. Mi jest dobrze tutaj, dobrze jest mi ze swoją muzyką, zainteresowaniami czy literaturą, którą lubię. Ludzie, którzy mnie akceptują, trzymają mnie przy życiu. Ci, którzy tego nie robią, ani nawet nie tolerują mnie – ok, mówią mi ‚bye’. Ja im wtedy też odpowiadam ‚bye’. Tylko co jest ważniejsze, obydwie kwestie to sprawa ducha, ale co ma większe znaczenie w kwestii postrzegania innych osób – ich zainteresowania czy ich charakter? W sumie zainteresowania w jakiś sposób definiują charakter – jeśli są ,,oryginalne”, ,,wymyślne”, nietypowe, niestandardowe – co można pomyśleć o tej osobie? Ktoś zamknięty pomyśli – ,,jakaś dziwna”… I idzie tam, gdzie mu łatwiej. Dobrze, niech i tak będzie. Ja chyba w całej swej dziwności zabrnęłam za daleko, tak daleko, że trudno jest mi znaleźć prawdziwie pokrewną duszę. Ale tu chyba w tym momencie chodzi o ideał – a ideałów nie ma. Ech, cóż, dużo by pisać na ten temat, zadaję jakieś pytanie, ale zaraz potem je zmazuję. Tylko jeden wniosek mi się nasuwa na podsumowanie – trzeba umieć akceptować ludzi takimi, jacy są – cenić za zalety, ale nie piętnować za wady. Jak śpiewa pewien polski zespół, ,,kochać (lubić/szanować) nie za coś, ale mimo wszystko”. To chyba zbyt idealistyczna wizja, tak? Może… Ale nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, czemu ludzie nie dają sobie szans, by stać się lepszym…

To, kim ktoś w danym momencie jest, stanowi efekt odnajdywania siebie. Nie odnalezienia, ale odnajdywania… To, że jestem teraz tym, kim jestem, nie oznacza, że to już moje skończone ,,ja”… Myślę, że o swoim odnalezieniu będę mogła mówić dopiero tylko wtedy, gdy mój duch będzie unosił się nad ciałem (mam nadzieję, że młodym, uśmiechniętym i pięknym). Czas niech płynie, czas wszystko pokaże, czas leczy rany…?

Chyba największym moim problemem jest to, że jestem, jakby to powiedzieć… Emocjonalna bardzo. Miękka i wrażliwa. Często nie potrafię podnieść głosu. Ja nie umiem podnosić na kogoś głosu. Patrzeć ze śmiertelną powagą i rzeczowym tonem mówić, co gra, a co nie. Zawsze w oczach pełno łez. Głos się łamie. Moje słowa spadają gdzieś w głęboki dół. Wtedy chyba po prostu nie wypadają przekonująco. Są świadectwem człowieka słabego, a kogo tak naprawdę dzisiaj obchodzą ludzie słabi? To chyba jakiś paradoks, ale może ci, którzy sami są słabi, a szukają oparcia w innych, to gdy widzą, że ktoś jest słaby – uciekają, bo znajomość ze słabym człowiekiem jest zbędna i po co się ,,zarażać słabością”… Wielki znak zapytania. Nie wiem. Wydaje mi się tylko z własnego doświadczenia i jako takiej wiedzy o samej sobie, że tacy ludzie najczęściej chcą zrobić wszystko, by się zmienić, nabrać sił, popłynąć. Chcą zostać w tej danej chwili zaakceptowanymi, zrozumianymi – takimi, jakimi są. Takimi, jakimi są. Chcą, żeby ich słowa w tej danej chwili były wzięte na serio. Może pewność przyjdzie dopiero wtedy?

Wiem, że nie powinnam tego pisać. Może zastawiam sobie kolejną pułapkę, a może to paranoja. Ale myśli w mojej głowie rysują się jasno – ludzie chyba po prostu lubią mnie ranić (w sensie, że jest to prosta czynność, zranić taką osobę), jestem prostym celem, prostym przez swą nieporadność i zagubienie. Często przecież widzę, że pewność siebie niektórych osób to po prostu czyste ważniactwo, chęć zwrócenia na siebie uwagi przez poruszanie tematów, o których normalny człowiek wie, że są intymne lub osobiste; albo, co gorsza, gra i udawanie. Może też powinnam tak spróbować? Pytanie-absurd. Nie znoszę udawania. Po drugie jestem zdania, że prawdziwa pewność siebie objawia się w skromności, kiedy np. osiągasz jakiś sukces, kończysz szkołę z dobrym wynikiem czy dostajesz się na wymarzone studia – ale milczysz i niepotrzebnie nie rozdmuchujesz tego faktu. Przecież to wtedy jasne, że masz siebie za co cenić i masz powód ku pewności, pewności, że poradzisz sobie z podobnymi trudnościami, które już masz za sobą. To jakaś pewność siebie podparta doświadczeniem, a nie tylko słowami. Jak inaczej mogłabym zwalczyć nieporadność? Opcja numer dwa odpada. Nie stoczę się w najgłębszy dół i nie zacznę błagać o litość, liczyć, że mnie ktoś zauważy… Depresje, tabletki, bezsenność, samobójstwa. Jestem gdzieś pomiędzy, ale raczej bliżej mi do depresji. Może sama depresja jest pomiędzy? Nie radzisz sobie, ale też nie zabijasz się, nie kończysz z tym wszystkim, bo czujesz, że to ma jakiś sens i z tego coś jeszcze może być, że nie można tego zaprzepaścić… Może nawet ją mam, może to ona mnie oplata, krępuje, sprawia, że zachowuję się tak, a nie inaczej… Nie wiem, muszę powziąć jakieś kroki w kierunku dowiedzenia się.

Napisałam o tym, że niektórzy lubią mnie ranić – na pewno źle to zabrzmiało, bo chyba przecież nikt tak naprawdę nie chce, aby ktoś przez niego cierpiał? A może jednak ktoś chce – w tym sensie, że mu to nie przeszkadza, że ktoś przez niego cierpi? Tego też nie dowiem się tak naprawdę, ale wszystkiego można się spodziewać po tym świecie i po ludziach go zamieszkujących. Czy coś jeszcze może mnie zdziwić? Na pewno może, tylko proszę, nie chcę dziwić się negatywnie.

Tyle z wolnych, chaotycznych przemyśleń. Jestem po lekturze paru blogów i to też właśnie pod ich wpływem wzięło mnie na różnorodne refleksje. Dziś prościej, dobitniej, bardziej bezpośrednio i, mam nadzieję, bardziej komunikatywnie.

 

+

Nie wszystko zależy tylko ode mnie…

165. Strzępek

, tak więc jest wszystko dobrze i w odpowiednim porządku, dopóki rozmowy o danej osobie odbywają się w ukryciu, za jej plecami?

A jeśli ta osoba wypowie się otwarcie, i to mając na uwadze wyłącznie to konkretne zachowanie obgadujących ją ludzi, to jest zła, niedobra, be i w ogóle fuj?

Dziwna hierarchia, naprawdę. Nie wiem, nie rozumiem, ale to chyba nazywa się „ironia losu w pełnym wydaniu”,