125. Diabły, węże, kobiety, liście, kwiaty

Za każdym razem, gdy otwieram tę samą szufladę, zastaję inną zawartość. Kiedy próbuję zawiązać Cię na kokardkę, wychodzi mi supeł arcytrudny do rozwiązania. Zawsze, gdy schylam się po coś, co mi spadło, coś innego zaskakuje mnie od tyłu. Kiedy patrzę na naturalne światło słońca, zawsze muszę odwrócić twarz, choć wcale tego nie chcę.

Trudno jest mi wyjaśnić Wasze fascynacje, chłopcy. Fascynacje są silne, to prawda, lecz bywają zgubne. Ten blog, i jeszcze jedna witryna ze mną związana, to jakieś pieprzone czarodziejskie miejsca. Kwiaty wyleciały mi z rąk i upadły mi pod nogami, nie chcę się ruszyć, żeby ich nie podeptać, toteż stoję w miejscu. Nie patrzcie na mnie takim wzrokiem, nie ma na co. I nie patrzcie na to co piszę takim wzrokiem, bo nie ma na co. I nie patrzcie na to wszystko, co ze mną związane, bo nie ma na co. Wszystko wytworzyło się jakoś tak nieplanowanie, znalazła się jakaś smutna muszelka na plaży, a w środku odkryto śliczną fioletowo-białą perłę, całkowitym przypadkiem. Całkiem przypadkiem wielki stary kredens przechylił się pod wpływem zachodniego wiatru, a jego zawartość – piękne zestawy porcelany – runęła na ziemię, rozsypując się, niszcząc się, będąc tym, czym będzie już zawsze, bez szansy wrócenia do dawnej postaci. Ale jaka piękna, a jaka smutna, była ta chwila wypadania cudnych naczyń ze starego, skrzypiącego kredensu.

Jestem wytworem własnej wyobraźni, tak myślę. Oho, to bardzo dobre spostrzeżenie z mojej strony, zapisuję, zapisuję, to dobra myśl. Jestem wytworem własnej wyobraźni. Jestem wytworem własnej wyobraźni. Jestem wytworem własnej wyobraźni. O Boże, jestem wytworem własnej wyobraźni!

Kiedyś miałam wizje, miałam kiedyś wizje ,,jakby to było”. Moje marzenia, myśli i wszystkie te obrazy wymknęły się spod kontroli i trafiły przypadkiem do rzeczywistości. Jestem tym kimś, kogo zawsze sobie wyobrażałam. Chociaż brakuje mi ogromnie dużo do ideału, ale wcale do niego nie dążę… Rzekło mi się kiedyś, iż słońce i deszcz tworzą harmonijną całość, to znaczy dzięki nim powstaje tęcza. I człowiek też jest takim skomplikowanym pięknem podzielnym przez dwa – jest, najprościej mówiąc, czarno-biały. Pokochałabym Cię wyrozumiałą miłością, z Twoimi wadami i z Twomi wadami, i z Twoimi wadami i z Twoimi wadami także. Zacne to słowa, też tak myślę, ale w swojej wyobraźni temat miłości poruszałam setki razy, myślałam i myślałam, i tak też wytworzył się w mojej głowie obraz, który czeka na urzeczywistnienie, a to możliwe, proszę Ciebie, ze mną wszystko jest możliwe – nawet to, co wydaje się nierealne.

Jestem otwarta na wszystkie przygody, które wytworzysz w swoim umyśle, te straszne, te złe, te ładne, te piękne, te wszędzie i te nie wszędzie, te ,,co to będzie, co to będzie”, wszystkie, wszystkie, wszystkie! Chodź, chodź, pośród białej pościeli znajdziemy Nowy Świat.

OK, dużo Ciebie w mojej głowie, za dużo, bo skręcam na Ścieżce Dobroci w ciemność. Podaj mi latarkę.

 OK, mam, dzięki.

Cyk! Ha, wiedziałam, że tu stoisz. Ładne masz oczy.

Yyy… Przydałoby się sformatować mi głowę. Ciekawe… Jakby to było, mieć nagle niezagospodarowany, czysty, niezaśmiecony, wolny umysł? I móc go projektować od początku? Chociaż… Czyż nie jest wspaniale?

Jesteś dla siebie zbyt krytyczna.

Ale…

Nie wiem już nic. Chcę już być duchem siebie, duchem, który siedzi sobie wygodnie na rozklekotanym tapczanie, rzuca sobie do buzi popcorn i ogląda swoje życie, życie nagrane na czarnych kasetach.

124. Po prostu

Rozmawiałam. Rozmawiałam z twoimi byłymi dziewczynami. Rozmawiałam i wiem, co masz za sobą. Poznawszy się na twojej nienormalności stwierdzam, że pewnie jesteś dumny ze swoich podbojów. Dowiedziałam się tak strasznych, a jednocześnie tak zabawnych rzeczy, że wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby znaleziono u ciebie, gdzieś tam, w ostatniej szufladzie, dziennik, w którym zapisujesz imiona swoich dziewczyn, skreślając raz po raz jedno, by dopisać kolejne, które zresztą i tak za jakiś czas zostanie przekreślone beztroskim krzyżykiem. Wcale by mnie to nie zdziwiło. Zastanawia mnie tylko – czy ty uważasz swoje postępowanie za normalne, zwyczajne, naturalne? Przecież to chore, zmieniać dziewczyny jak rękawiczki, powtarzać każdej z nich te same słowa… „Kocham” w twoim wykonaniu jest dla mnie prawie tak samo zadziwiające jak usłyszenie „dzień dobry”. Nie mieści mi się w głowie, że śmiesz mówić to kolejnej dziewczynie, patrzeć jej w oczy, zraniwszy przedtem kilka innych w zupełnie bezsensowny sposób, kończąc znajomości smsem. Paranoja – żyć z takim drętwym sumieniem. A raczej w ogóle go nie mieć. Nie przyjmuję możliwości, że masz sumienie, bo gdybyś je miał, to postępowałbyś po ludzku, nie traktując dziewczyn przedmiotowo.

Dowiedziałam się, że niegdyś chwaliłeś się bardzo szlachetnym dokonaniem – otóż tym, że najdłużej byłeś z dziewczyną miesiąc.

Myślę, że jak na razie tyle starczy, piszę już ostatnie zdanie, żeby ustąpić miejsca głuchej ciszy i zastanawianiu się, kto poukładał Ci w głowie – a raczej kto w niej poprzewracał.