126. Obóz, koncert, obóz, koncert

 *macha chusteczką na pożegnanie*

Reklamy

125. Diabły, węże, kobiety, liście, kwiaty

Za każdym razem, gdy otwieram tę samą szufladę, zastaję inną zawartość. Kiedy próbuję zawiązać Cię na kokardkę, wychodzi mi supeł arcytrudny do rozwiązania. Zawsze, gdy schylam się po coś, co mi spadło, coś innego zaskakuje mnie od tyłu. Kiedy patrzę na naturalne światło słońca, zawsze muszę odwrócić twarz, choć wcale tego nie chcę.

Trudno jest mi wyjaśnić Wasze fascynacje, chłopcy. Fascynacje są silne, to prawda, lecz bywają zgubne. Ten blog, i jeszcze jedna witryna ze mną związana, to jakieś pieprzone czarodziejskie miejsca. Kwiaty wyleciały mi z rąk i upadły mi pod nogami, nie chcę się ruszyć, żeby ich nie podeptać, toteż stoję w miejscu. Nie patrzcie na mnie takim wzrokiem, nie ma na co. I nie patrzcie na to co piszę takim wzrokiem, bo nie ma na co. I nie patrzcie na to wszystko, co ze mną związane, bo nie ma na co. Wszystko wytworzyło się jakoś tak nieplanowanie, znalazła się jakaś smutna muszelka na plaży, a w środku odkryto śliczną fioletowo-białą perłę, całkowitym przypadkiem. Całkiem przypadkiem wielki stary kredens przechylił się pod wpływem zachodniego wiatru, a jego zawartość – piękne zestawy porcelany – runęła na ziemię, rozsypując się, niszcząc się, będąc tym, czym będzie już zawsze, bez szansy wrócenia do dawnej postaci. Ale jaka piękna, a jaka smutna, była ta chwila wypadania cudnych naczyń ze starego, skrzypiącego kredensu.

Jestem wytworem własnej wyobraźni, tak myślę. Oho, to bardzo dobre spostrzeżenie z mojej strony, zapisuję, zapisuję, to dobra myśl. Jestem wytworem własnej wyobraźni. Jestem wytworem własnej wyobraźni. Jestem wytworem własnej wyobraźni. O Boże, jestem wytworem własnej wyobraźni!

Kiedyś miałam wizje, miałam kiedyś wizje ,,jakby to było”. Moje marzenia, myśli i wszystkie te obrazy wymknęły się spod kontroli i trafiły przypadkiem do rzeczywistości. Jestem tym kimś, kogo zawsze sobie wyobrażałam. Chociaż brakuje mi ogromnie dużo do ideału, ale wcale do niego nie dążę… Rzekło mi się kiedyś, iż słońce i deszcz tworzą harmonijną całość, to znaczy dzięki nim powstaje tęcza. I człowiek też jest takim skomplikowanym pięknem podzielnym przez dwa – jest, najprościej mówiąc, czarno-biały. Pokochałabym Cię wyrozumiałą miłością, z Twoimi wadami i z Twomi wadami, i z Twoimi wadami i z Twoimi wadami także. Zacne to słowa, też tak myślę, ale w swojej wyobraźni temat miłości poruszałam setki razy, myślałam i myślałam, i tak też wytworzył się w mojej głowie obraz, który czeka na urzeczywistnienie, a to możliwe, proszę Ciebie, ze mną wszystko jest możliwe – nawet to, co wydaje się nierealne.

Jestem otwarta na wszystkie przygody, które wytworzysz w swoim umyśle, te straszne, te złe, te ładne, te piękne, te wszędzie i te nie wszędzie, te ,,co to będzie, co to będzie”, wszystkie, wszystkie, wszystkie! Chodź, chodź, pośród białej pościeli znajdziemy Nowy Świat.

OK, dużo Ciebie w mojej głowie, za dużo, bo skręcam na Ścieżce Dobroci w ciemność. Podaj mi latarkę.

 OK, mam, dzięki.

Cyk! Ha, wiedziałam, że tu stoisz. Ładne masz oczy.

Yyy… Przydałoby się sformatować mi głowę. Ciekawe… Jakby to było, mieć nagle niezagospodarowany, czysty, niezaśmiecony, wolny umysł? I móc go projektować od początku? Chociaż… Czyż nie jest wspaniale?

Jesteś dla siebie zbyt krytyczna.

Ale…

Nie wiem już nic. Chcę już być duchem siebie, duchem, który siedzi sobie wygodnie na rozklekotanym tapczanie, rzuca sobie do buzi popcorn i ogląda swoje życie, życie nagrane na czarnych kasetach.

124. Po prostu

Rozmawiałam. Rozmawiałam z twoimi byłymi dziewczynami. Rozmawiałam i wiem, co masz za sobą. Poznawszy się na twojej nienormalności stwierdzam, że pewnie jesteś dumny ze swoich podbojów. Dowiedziałam się tak strasznych, a jednocześnie tak zabawnych rzeczy, że wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby znaleziono u ciebie, gdzieś tam, w ostatniej szufladzie, dziennik, w którym zapisujesz imiona swoich dziewczyn, skreślając raz po raz jedno, by dopisać kolejne, które zresztą i tak za jakiś czas zostanie przekreślone beztroskim krzyżykiem. Wcale by mnie to nie zdziwiło. Zastanawia mnie tylko – czy ty uważasz swoje postępowanie za normalne, zwyczajne, naturalne? Przecież to chore, zmieniać dziewczyny jak rękawiczki, powtarzać każdej z nich te same słowa… „Kocham” w twoim wykonaniu jest dla mnie prawie tak samo zadziwiające jak usłyszenie „dzień dobry”. Nie mieści mi się w głowie, że śmiesz mówić to kolejnej dziewczynie, patrzeć jej w oczy, zraniwszy przedtem kilka innych w zupełnie bezsensowny sposób, kończąc znajomości smsem. Paranoja – żyć z takim drętwym sumieniem. A raczej w ogóle go nie mieć. Nie przyjmuję możliwości, że masz sumienie, bo gdybyś je miał, to postępowałbyś po ludzku, nie traktując dziewczyn przedmiotowo.

Dowiedziałam się, że niegdyś chwaliłeś się bardzo szlachetnym dokonaniem – otóż tym, że najdłużej byłeś z dziewczyną miesiąc.

Myślę, że jak na razie tyle starczy, piszę już ostatnie zdanie, żeby ustąpić miejsca głuchej ciszy i zastanawianiu się, kto poukładał Ci w głowie – a raczej kto w niej poprzewracał.

123. 10 MINUT I 54 SEKUNDY

Kochanie, kochanie, będziemy się kochać, będziemy kochać, będziemy kochać się… przy tej piosence. Jej takty będą wdzierać się między nasze ciała powolnym strumieniem, otaczając nas swoją delikatnością. Jej rytm stanie się naszym rytmem. Czysty dźwięk akustycznej gitary opłynie nasze oddechy, znacząc je srebrzystą mgiełką. Powietrze uwolnione z naszych ust będzie unosić się ku górze, zataczać kręgi po całym pomieszczeniu, znacząc zapachem namiętności wszystkie ściany, oblepiając sufit erotyzmem. Wyrazista atmosfera przyćmi wszystkie lampy tak, że cienie wszystkiego wokół będą wydłużone, a na wszystkich przedmiotach zagości złota gra świateł.

Piosenka zacznie się powoli, powoli i cicho. Po długiej ciszy pożądliwych spojrzeń dotknie nas nieśmiały dźwięk dobiegający gdzieś z góry. Utwór zacznie się rozwijać… Rozwijać… Rozwijać…

Wiesz, ta piosenka trwa 10 minut i 54 sekundy… Będzie lecieć w kółko. Nie? Całą noc.

Jej piękno, jej eteryczność, jej niezwykłość zostanie w nas tchnięta, tchnięta w nasze ciała, co odbije się na naszym wzajemnym postępowaniu wobec siebie.

Będę Twoim osobistym wampirem, wpiję Ci się w szyję, nie przekraczając cienkiej granicy między bólem a przyjemnością. Ozdobię Twoją skórę delikatnymi pocałunkami, zostawię wyraźniejsze ślady po języku. Zdejmę z Ciebie pierwsze ubranie, Twoją koszulę, przeszkadzającą mi w ujrzeniu miejsca, w którym uwięzione jest Twoje serce. Gdy już bezpośrednio zetknę się z zapachem Twojej skóry na klatce piersiowej, zatopię się w niej, a gdzieś ponad powierzchnią tej czystej wody znajdą się moje falujące włosy. Zajmę się Tobą, kochanie. Będziesz mój.

Zdejmiemy z siebie wszelkie materiały, niby nie spiesząc się. Opadną na podłogę, rzucone niedbale, bo przecież nasze myśli będą zajęte czymś innym. Albo… Jeśli będziesz chciał, zatańczę dla Ciebie, stojąc tuż przed Tobą, sama zdejmę z siebie to, co niepotrzebne. Będę patrzeć prosto w Twoje oczy, chociaż mniemam, że z pewnych względów nie odwzajemnisz tego spojrzenia.

Kiedy stanę przed Tobą nieskrępowana, cała reszta potoczy się w swoim rytmie, zupełnie spontanicznie. Nie zapominajmy o piosence, która będzie nam towarzyszyć. Będzie naszym znakiem, będzie symbolem, będzie czuwać nad tym, co zobaczy.

Ta piosenka jest cudownie piękna, wręcz nieziemska. Wybrałam właśnie nią, bo chcę, aby te chwile były właśnie takie, i wiedz, najdroższy, że kiedy chcę, umiem starać się bardzo mocno i zapamiętale. Spełnię każde Twoje życzenie, wypowiedziane szeptem, wypowiedziane rzutem oka czy przedłużonym spojrzeniem.

Biel prześcieradła, biel pościeli, przytłumiony blask świateł…10 minut i 54 sekundy razy tysiąc. Całą noc, całą noc, całą noc. W pewnym momencie piosenka przyspiesza. Następuje szczyt, szczyt muzycznego, lirycznego piękna. Bo ta piosenka właśnie taka jest: do granic liryczna i niespotykanie… ładna. I właśnie ona, właśnie ona będzie nam przyświecać, będzie nam przyświecać dopóki pierwsze promienie słońca nie zajrzą przez cienkie zasłony, dopóki nie dotkną naszych policzków i nie przypomną, że gdzieś tam, za oknem, istnieje realny świat.

Ale dopóki będzie trwał nasz czas, dopóki będziemy kołysać się w rytm cudnych 10 minut i 54 sekund, będziemy zupełnie gdzieś indziej, tam, gdzie jeszcze nikt nie był. Codzienności stracą znaczenie, zatopione gdzieś w pogniecionej pościeli, a zwyczajność dni zostanie bezpowrotnie wchłonięta w otaczającą nas noc. Noc będzie naszym schronieniem, w którym odnajdziemy ukojenie; będzie czasem, w którym zaspokoimy swoje żądze; miejscem, w którym poznamy się do końca.

Rano Twoje ciało stoczy się leniwym ruchem z mojego ciała, opadniesz obok mnie równie zmęczony i równie pięknie zarumieniony nocnymi przeżyciami. Jakiś czas popatrzymy na sufit, wdychając pachnący dym wypalonych świeczek i zastanawiając się głęboko, czy ta piękna rzeczywistość to prawda. Kiedy w poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie zwrócimy swoje twarze ku sobie, otrzymamy jednoznaczną odpowiedź. Uśmiechnę się do Ciebie, uzmysławiając Ci, że byłam tutaj, jestem i będę, dla Ciebie. Czy otoczysz mnie wtedy silnym ramieniem?

W mocnym uścisku spędzimy resztę życia według naszego scenariusza, przytuleni do siebie, wpatrzeni w siebie, zachwyceni sobą. Będziemy tak leżeć i leżeć, i żyć tym, co było i tym, co jest. Zostańmy tutaj, w tym łóżku, pośród tej białej pościeli, zatopieni w aurze, którą sami wytworzyliśmy, zostańmy tutaj już do końca.

122. KOCHAŁEM RANO, ALE MAMY JUŻ WIECZÓR…

Czy będziesz mnie kochał jutro? Czy zostaniesz ze mną dziś?

Zupełnie niepotrzebnie namieszano mi w mojej głowie, zasiano w niej zbędne obawy i lęki, pomnożono je dokładnie przez tysiąc. Proszę, proszę, nie chcę już spotkać na swojej drodze nikogo, kto ponownie podziała na mnie w zły, toksyczny sposób. Omdlenia, przyspieszony oddech, szybkie bicie serca? Cóż, cierpisz na dziewczęcą wrażliwość. Ale proszę, proszę, nie chcę znowu trafić na kogoś, kto pobawi się mną jakiś czas, a potem zabawkę wyrzuci w kąt. To naprawdę były wspaniałe czasy, którym przyświecało głębokie, piękne uczucie, ale niestety – bardzo nad tym ubolewam – zdążyłam szybko się przekonać, w wieku 16 lat, że nawet najcudowniejsze uczucie można wyrzucić do kosza, a to uczucie w koszu później tkwi i tkwi, zamieniając się w czarny papier nienawiści. Naprawdę nie chciałam tego wiedzieć tak wcześnie. Naprawdę liczyłam na pełną prawdziwej miłości młodość; zdawało mi się, że moje marzenia i życzenia się spełniły, lecz w pewnym momencie cała śliczna rzeczywistość runęła w ciemną otchłań. Może tego nie wiesz, ale na zawsze zmieniasz sposób myślenia, pojawiając się w życiu dziewczyny, a potem ją zostawiając. To niechlubne, to po prostu jest zły ślad, to są złe wspomnienia, to są obrazy, które chciałoby się wymazać ze swojej pamięci. Było cudnie i pięknie, ale naprawdę wolałabym tego nie znać; wolałabym, aby to nigdy się nie zadziało. Pojawienie się ciebie w moim życiu określam jednoznacznie: źle trafiłam.

Nie chcę żyć w przeświadczeniu, że najbardziej głębokie i najpiękniejsze uczucie, wyrażane w cudnych gestach i słowach, wylewane wraz ze łzami wruszenia, wypowiadane w towarzystwie drżenia całego ciała, wymawiane szeptem, wymawiane głośno, pisane na kartce, pisane na ciele – może szybko stracić znaczenie, podkreślam, że tylko jednostronnie – doprowadzając porzuconego człowieka do szału. Niesprawiedliwość jest zła. Egoizm, nie szanowanie czyichś uczuć – też.

Jak to było w „Małym Księciu”? Nie potrafiłem jej zrozumieć. Powinienem sądzić ją według czynów, a nie słów. Czarowała mnie pięknem i zapachem. Nie powinienem nigdy od niej uciec. Powinienem odnaleźć w niej czułość pod pokrywką małych przebiegłostek. Kwiaty mają w sobie tyle sprzeczności. Lecz byłem za młody, aby umieć ją kochać. Może i tak było. Jednakże zawsze… Decyzja Oswojenia Niesie W Sobie Ryzyko Łez. Myślałam, że człowiek, którego traktowałam poważnie, ważąc swoje zaufanie małymi miarami, by w końcu przelać je całe do jego wnętrza, wyznając po 10-miesięcznym czasie „kocham cię”, również potraktuje mnie poważnie, jednak tak się nie stało. Spadanie w dół było bolesne, upadek był jeszcze gorszy, a tkwienie na dnie było już w ogóle totalnie niewesołe. Jeśli traktuję coś jako najważniejszą sprawę w moim życiu, kompletnie poważnie i z uwagą, to tego samego oczekuję od drugiej strony. Tzn. tak było, oczywiście, że tak było, niecodziennie zdarza mi się słyszeć, że jestem czyimś „sensem życia”, że „zawsze byłam i zawsze będę” – ale takie słowa nie mogą tracić na ważności, najwyraźniej trzeba się mocno zastanowić, zanim się je wypowie albo po prostu takich wzniosłych słów należy unikać, bo później… boli.

Całe to moje nieszczęsne nieszczęście polega na tym, że zaraz po pięknej miłości doświadczyłam przybijającej nienawiści, wszystko to podarował mi w bezsensowny sposób jeden człowiek, ale naprawdę mógł poprzestać na pierwszym prezencie. Nie chcę po raz setny podkreślać, że to co mnie spotkało było dziwnie niesprawiedliwe i w zasadzie niezasłużone, bo bardzo starałam się, żeby było dobrze, nadzieja i optymizm nie opuszczały mnie do ostatniego dnia. Później już tylko rozległo się głośne trzaśnięcie i znalazłam się w pustym pokoju o obdrapanych, brzydkich ścianach.

Chciałoby się w prostych słowach opisać to, co dzieje się w dziewczynie, gdy jej chłopak zostawia ją dla innej, która pojawiła się w pobliżu (tzn. była w zasadzie już długi czas, ale w zagadkowy sposób została zauważona dopiero tak późno), ale to trudne zadanie. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką straszną niesprawiedliwością, dopiero niedawno poznałam co to znaczy tak naprawdę z nią walczyć, co to znaczy nie móc pogodzić się z jej istnieniem. Balansując na krawędzi stwierdzam, że takie ot – zostawianie dziewczyn przez chłopaków – jest ich męską domeną. Nie mają żadnych skrupułów, nie liczą się z tym, że porzucona dziewczyna będzie cierpieć, a w jej głowie będą się mnożyły beznadziejne myśli, przeszkadzając w codziennych czynnościach, zaburzając normalny rytm dnia, dolewając do czystej wody toksyny – po prostu się z tym nie liczą, odwracają się plecami i unikają wszelkiej odpowiedzialności. Mózg dziewczyny jest skonstruowany zupełnie inaczej, to ona analizuje, pyta „dlaczego?”, myśli, myśli, myśli i myśli, a chłopak beztrosko znajduje szczęście w ramionach następnej naiwnej, bacząc egoistycznie tylko na siebie, mając głęboko w nosie swoją byłą – a niech nawet umrze, zabije się, wpadnie pod samochód – nie ma to żadnego znaczenia. Brak tej wdzięczności za wspólnie spędzony czas, za wszystko, brak lojalności objawiający się tym, że śmiesz mówić porzuconej dziewczynie, by zniknęła z twojego życia – również jest straszny sam w sobie, jakbym nigdy w ogóle się nie starała, jakbym nigdy nie przytuliła, nigdy nie powiedziała miłego słowa, nigdy nie pocałowała, jakbym nigdy nie pokazała słowem, gestem, czynem, że kocham, jakbym była tylko koleżanką albo gorzej, człowiekiem miniętym na ulicy, człowiekiem miniętym na przystanku. Za przeproszeniem, to bardzo zasmucające, tzn. mnie to nie smuci, ciebie powinno – twoje „kocham” okazało się tak proste jak zwykłe „dzień dobry”. Jest niestety nic niewarte… Przetwarzane nie-wiem ile razy, zużyte, wystrzępione „kocham”… Bo „kocham” nie jest słowem do rzucania na lewo i prawo, nie jest narzędziem do uwodzenia, by potem najzwyczajniej w świecie, w ciągu kilkunastu godzin zmieniwszy zdanie, po beztroskim ,,nie wiem czy cię kocham” odwrócić się plecami i ,,mieć wszystko z głowy”.

Nie chciałam, aby tak sprawa się potoczyła. Wcale nie musiało tak być i wcale nie miało tak być. Na nieszczęście zdążyłam nabrać pewności, że nie czeka mnie z twojej strony nic złego, tym bardziej rozczarowanie było większe, a zawód bolesny. Nie chciałam tak szybko poznać realności tego świata, nie chciałam doświadczyć zawodu miłosnego, chociaż z drugiej strony zdarzyło się to pierwszy raz i mogę z tego doświadczenia wyciągnąć nauki na przyszłość.

Miałam kiedyś chłopaka, który – jak twierdził – kochał mnie na tyle mocno, że o swojej przeprowadzce na drugi koniec Polski – powiedział mi dzień przed wyjazdem, by nie ranić mnie wcześniej… Tak wygląda moja przeszłość. Myślałam, że nie ma nic gorszego niż taka pustka, ale okazało się, że jest – jest to pustka wypełniona żalem i goryczą. Oczywiście staram się te uczucia z niej wylać i zastąpić czymś innym, czymś lepszym.

Mam nadzieję, że moje przekonania odnośnie trwałości miłości, a raczej jej nietrwałości, kiedyś się zmienią i że już nigdy więcej na mojej drodze nie stanie ktoś, kto na początku zahipnotyzuje mnie swoimi pięknymi oczami, pobawi się czas jakiś i odmaszeruje do następnej. Wiem, że wszystko zależy ode mnie. Chciałabym powiedzieć, że będę bardzo uważna i ostrożna, ale przecież właśnie taka byłam – i co? Pozostaje mi prosić, prosić, prosić i prosić. Proszę, proszę, proszę, nie chcę już powtarzać błędów przeszłości.