120. Casting

– Dzien dobry. Mowie bez polskich znakow, ale mam nadzieje, ze zostanie mi to wybaczone. Czy moge wziac udzial w powiesci?

Czarownica zastanawiała się długą chwilę, czy aby na pewno stoi przed nią ta dziewczynka o włosach nijakiego koloru, czy aby na pewno właśnie wypowiedziała powyższe słowa, czy w ogóle to się zdarzyło. Smutna rzeczywistość po raz kolejny wymierzyła ostry policzek.

– Słuchaj, dziecko drogie… Nie róbmy z tego jakiegoś Idola czy Śpiewaj-razem-z-nami, bo nie o to tu chodzi. Powiem ci szczerze – nie masz szansy wystąpienia w tej powieści, bo naprawdę ludzie chcą teraz czegoś więcej niż czytania o włosach koloru mysiego futra. Odsyłam do pokoju nr 243, tam szukają ludzi do zagrania roli czekającego w kolejce do kasy na poczcie.

Reklamy

119. The Sky Was Made of Amethyst

Suche gałęzie ewidentnie zimowo wyglądających drzew szarpały pazurami niespokojne powietrze. Wiatr, okropny wiatr, wiał w zupełnie nieimprowizowanym niezdecydowaniu we wszystkie strony świata, zmęczonego oczekiwaniem na wiosnę, przysiadłego smutno gdzieś w kąciku galaktyki.

Oko Wyobraźni lewitowało nad zimnoszarym lasem. Wykonując raz po raz szybkie obroty wokół własnej osi, co by sobie urozmaicić przejażdżkę, zmierzało do pewnego zamku, jedynej takiej budowli w tej części świata, zamieszkałego przez kilka dziwnych istot. Horyzont długo nie zmieniał swego wyglądu – wielki las ciągnął się i ciągnął, niby nie mając końca. W końcu zamajaczyły ciemnoturkusowe pagórki, zwiastując upragniony cel podróży. Tafla spokojnego jeziora dała znak, że zamek jest blisko.

Pojawił się w zasięgu wzroku w ciągu niecałej sekundy. Wystrzępił wieżyczkami linię horyzontu, podpalił krajobraz rozświetlonymi oknami. Dachy zabłyszczały lekko pod wpływem księżyca.

Oko zawirowało, brzęcząc cicho. To tutaj. Pomknęło w stronę rozświetlonego milionem złotych kulek okna, które w zasadzie nie różniło się od całej reszty.

Postać w czarnym stroju leżała na bordowym tapczanie, opierając się o jego zdobione złotymi zawijasami oparcie. Widać było jedynie fale rozpuszczonych włosów i jedną sękatą rękę, położoną wzdłuż złotej linii ozdób oparcia.

Nagle, z boku tapczanu, wyłoniła się druga ręka, ściskająca między palcami jakiś przedmiot, z którego posypało się na ziemię kilkanaście smutnych drobin srebrnego brokatu. Rzecz lśniła sinym blaskiem. Ametyst. To był ametyst.

– Zdaje się, że już nie działa… Że zatracił swoje kojące, lecznicze właściwości – odezwała się kobieta, bardzo cicho.

– Czy… – dał się słyszeć zakłopotany, rozedrgany głos. – Czy… Czy czas poszukać nowego?

Cisza opadła na pomieszczenie przygnębiającą pajęczyną. Ośmionogie pająki wątpliwości spacerowały po wszystkim, po czym tylko mogły, śmiejąc się szyderczo, lecz bardzo cicho, niemal niesłyszalnie, z czyjegoś zagubienia. Zamieniły się w nieistnienie dopiero po kilku długich minutach.

– Nie… Mam tego, którego trzymam w dłoni i nie chcę żadnego innego. Zatroszczę się o niego, wypoleruję go i wycałuję go bladymi pocałunkami pełnymi bezgłośnego cierpienia i znów, i znów będzie mi najdroższy.

Ametyst zalśnił, wyrażając aprobatę. Tak, on chce być nadal jej, on nie chce odchodzić. Regeneracja daje większą siłę.

Po jakimś czasie starań minerał ponownie lśnił dawnym blaskiem, pomagając sobie i Czarownicy jedynie tym, że po prostu był, że po prostu był tym, kim był – minerałem, w którym wszystko było w środku.

Ametystowi przypisuje się działanie wzmacniające i lecznicze na umysł i ciało. Pomaga w medytacji, wzmacnia i ochrania psychikę ludzką. Wierzy się, że fioletowa barwa kamienia rozwinie się intuicję i zdolności paranormalne. Ametyst otwiera najbardziej nawet zatwierdziałe serca, budzi miłość i współczucie, niesie duchową harmonię. Ma też moc godzenia zwaśnionych par. Pobudza u partnerów pożądanie seksualne. Nosząc ametysty przy sobie czuje się bezpieczeństwo i spokój. Lęki, troski, niepokoje czy wzburzenia oddalą się, zwłaszcza jeżeli potrze się ametystem skronie lub wewnętrzne nadgarstki rąk. Kamień ten łagodzi uporczywe bóle głowy i męczące migreny. (Źródło: Wikipedia)

Dziękuję Wam…