117. Wole bez… bez tytulu

Zajebiscie! 😀

Droga do nieba, fajki na Niemcy (slimy, k*rwa, bo sa sexy), pozne powroty do domu, Kump rocks, chodzmy do pubu. Jest fajnie.
 

PS. Masz ladny usmiech, choc bywasz niegrzeczny.

PS 2. Mamo, ten… Wroce niedlugo, nie wiem kiedy, tu czas plynie inaczej.

Reklamy

116. Na tytuły… trzeba sobie zasłużyć!

Wyjeżdżam.
Nie chcę wracać…
Chcę spokoju…
(Chcę szczerości, prawdziwości…
Chcę szczerego uśmiechu…
Oddam za niego wszystko, co mam i co będę mieć.
– Twojego uśmiechu.)

Swoją drogą, ktoś mi powiedział, że niewarto tworzyć w swojej głowie obraz własnej osoby (bez różnicy, czy obraz idealny, czy negatywny) – inni i tak widzą nas inaczej…

Konieccc…

Macie tutaj paczkę prezentów na pożegnanie, to te turkusowe linki… 🙂

Prezent pierwszy – Ładneee… I tyle…
Promise me, when you see…
 …a white rose, you’ll think of me…
Lalala…

Prezent drugi – Cudowna piosenka… Zwłaszcza refren. 🙂
Oczywiście chodzi o dźwięk, a nie o obraz…
Chyba że ktoś lubi anime… 😉

Prezent trzeci – Coś równie spokojnego…
You don’t…
You don’t…
You don’t see me…
You don’t…
You don’t…
You don’t see me at all

...pyk!

115. ,,Mam jedną pie*doloną schizofrenię”

Bo ja do facetów mam jedno małe przesłanie. Odezwał się we mnie czarownicowy instynkt drapieżcy. ^.^

Proszę nie osądzać mnie o pouczanie – to tylko wskazówki, wynikające z mojego życiowego doświadczenia niestety (sic!).

Nigdy nie rezygnujcie z dziewczyny, której zdobywanie było dla Was największą przygodą życia na rzecz dziewczyny, z którą wszystko przyjdzie łatwo. Trud, istniejący tylko w przypadku pierwszym, naprawdę się opłaci, prędzej czy później. Wierzycie w to, że Bóg nagradza za wysiłek? Po co zaprzepaszczać efekt swoich starań? I miejcie odrobinę szlachetności oraz mądrości (w sumie to tyczy się też dziewczyn), gdy będziecie chcieli zniszczyć cudze szczęście, wniknąć między dwójkę kochających się ludzi. (Jest to niegrzeczne. ^^) Zwłaszcza, gdy jesteście ładne/przystojni i możecie mieć kogo chcecie.

(Przypomniało mi się coś… ,,Ty jesteś ładniejsza” – dno dna. Co to, licytacja na targu niewolników? ^^ Boooże, czemu na tym świecie karty rozdają idioci?)

Nie tykajcie tych, którzy już kogoś mają – najwyraźniej nie jesteście sobie przeznaczeni. Koleżanka z klasy może zawsze zostać koleżanką do pogadania…

(Teraz widać na co lecicie, ‚mężczyźni’. ^^ Hm… Szkoda mi słów i czasu.)

…przed lekcjami, na lekcjach, na przerwach, po szkole, aż do przesady! Koleżanka z pracy zawsze może zostać koleżanką, do której fajnie jest się uśmiechać zza biurka…

Nie opuszczajcie jednego świata; zwłaszcza, gdy jest niezwykły, gdy stanowi Wasze schronienie, azyl, dom, miejsce, w którym macie szansę się uspokoić, odetchnąć od codzienności… Bo codzienność pracy czy szkoły to marny dodatek życia – miło jest mieć od niego ucieczkę. Doceńcie tych, których pokochaliście – dobrze wiecie za co pokochaliście, nie bez powodu zabiegaliście o względy! Gdy coś się psuje, okazujcie się na tyle silni, by naprawiać i pielęgnować (nigdy nie kończcie po pierwszym dłuższym nieporozumieniu!). Nie ulegajcie podstępom nieszlachetnych ludzi, o których pisałam wyżej, gdyż ich zalety mogą okazać się złudne, bo może chwilowo wydają się lepsze, ale czy sprawdzą się wtedy, gdy minie miesiąc, dwa, trzy? Może pomyślicie sobie wtedy coś w stylu: „Eh, ona też robiła mi problemy, a mimo wszystko jej kocham powodowało więcej emocji…” lub „Zawsze, gdy miała zły humor, mogłem po prostu się na nią rzucić i bez skrępowania zatopić się w jej szyi dla poprawy sytuacji;)…” czy „Mieliśmy takie piękne plany…” – to może nawet najważniejsze ze wszystkiego…

(W poprzedniej notce pisałam o reakcji na słowo kocham, usłyszane po prawie dziesięciu miesiącach starań. Ten akapit jest wtrąceniem do konkretnej osoby. Pytam się: jak myślisz, będziesz miał jeszcze kiedyś okazję do przeżycia takiej cudownej chwili? Będziesz jeszcze kiedyś tak płakał ze szczęścia?)

Wiadomo, że trudno jest cokolwiek osądzić i porównać od razu – niech minie trochę czasu, aż znajdzie się miejsce na to, byście mogli ocenić swój czyn…

Sami zobaczycie, z kim lepiej Wam się rozmawiało. Kto poruszał ciekawsze tematy. Kto był bardziej szczery, otwarty i bezpośredni. Kto potrafił lepiej rozbawić, pochwalić, wywołać uśmiech. Z kim można było podzielić bez wstydu swoje najskrytsze problemy. Z kim można było snuć ciekawe wizje, oddać się wyobraźni, puścić wodze fantazji – oddać się czemuś, co nie wszyscy rozumieją, co nie wszyscy potrafią (niestety…) Kto był bardziej czuły, kto lepiej tulił, przytulał. Kto dawał większe poczucie troski i bezpieczeństwa. Kto pragnął Wam pomagać w każdej sytuacji, kto czuł się za Was odpowiedzialny. Kto lepiej całował po szyi, kto w jednej sekundzie prrragnął zjeść i rzeczywiście pożerał (^^). Z kim łączyło Was większe napięcie, napięcie uczuć czy napięcie seksualne. Kto mocniej podniecał. Z kim można było podzielić się zainteresowaniami i poglądami z tego samego świata idei. Kto działał na Was wyraźniej. Z kim można było w cudowny sposób zrobić wszystko.

Niech minie trochę czasu…

Ech, trudno jest mi pisać to w sposób uniwersalny. To, co piszę, jest przesiąknięte moimi doświadczeniami, ale mimo wszystko – chyba jednak odnosi się trochę do ogółu? Bo – może to zabrzmi wyniośle – specyfika tego, co mnie spotkało, jest naprawdę nadzwyczajna… To nie było przypadkowe ‚chodzenie ze sobą’, to nie było przypadkowe i nie było zwyczajne…

Jak widać, wszystko to jest trudne i ma wiele stron, dobrych i złych. Trochę się gubię, tak samo jak co noc, gdy budzę się codziennie o tej samej porze, między 3. a 4. godziną, z głową pełną tych samych myśli, bezgłośnych pretensji i milczących pytań o to jak dziewczyna z zewnątrz może wykorzystać chwilowe nieporozumienie między dwójką kochających się ludzi, jak można tak trywialnie ulec, jak można tak łatwo pożegnać się ze szczęściem.

Ogółem to szanujcie siebie i osobę, której ułożyliście psychikę i daliście nadzieję oraz dbajcie o swój wizerunek wśród Waszych bliskich…

PS I. Przepraszam Cię za nawrzucanie. Uniosłam się, bo odezwało się we mnie poczucie własnej wartości na dźwięk słowa ,,litość”. Tutaj przepraszam, bo nie chcę innej okazji do przeprosin. Nie interesuje mnie, co zrobisz z tymi przeprosinami, mogą one nawet nie mieć dla Ciebie znaczenia, a pewnie tak będzie, bo skostniałeś ostatnimi czasy do poziomu słabych ości. Mam przynajmniej czyste sumienie. A co z Twoim? Twoje głębokie przemyślenia i piękne słowa zapisywane w Zeszytach, momentami drżącą ręką, jakoś nie pokrywają się z tym, kim się stałeś pod jej wpływem (nie czujesz, że byłeś wtedy bardziej wartościowy? niedostępny dla innych, intrygujący?). Tak samo jak Twoje zachowanie z ostatniego tygodnia nie pokrywa się z rozmowami z 26, czy 27 lutego (to było tak niedawno!). Bezsensowne ulegnięcie! Koty chodzą własnymi drogami, więc jednak coś w tym jest, że mimo wszystko trzeba zakładać im na szyję smycz, choć prezentuje się to dość nienormalnie. Za całą resztę dziękuję, nie mam więcej zarzutów.

A za co dziękuję najbardziej? Za to, że pokazałeś mi moje błędy (wyszło na to, że to ja jedynie byłam zła, ale nie będzie przesadą czy czymkolwiek innym to, gdy powiem nawiasem, że Ty też miałeś wady) – i osoba, z którą będę też pewnie będzie Ci dziękować. Nie chciałeś poczuć zmian, Twoja strata. Tak, myślę, że naturalnie będziesz żałował, bo wielokrotnie mogłam poczuć z Twojej strony, że jestem wyjątkową postacią w Twoim życiu (która pojawiła się w nim w dość czarodziejski sposób), że w świecie, który tworzyliśmy było nam dobrze, tylko my, staliśmy objęci pośród reszty spraw doczesnych, które się nie liczyły, bo nie było miejsca na codzienność – a jeszcze, gdy chciałam i miałam się zmienić na lepsze, usunąć z życia zbędne działania (nie potrafię wyrazić, jak bardzo zależało mi na tym, by się zmienić) – zbytnią nieskromność i robienie scen, którymi to zresztą zaczęłam się brzydzić? Kim miałam być, a co za tym idzie – kim Ty miałeś być, kim my mieliśmy być? Nigdy się nie dowiesz. Historia jest niedokończona, urwana; nie można domniemywać, jak się by skończyła. Kiedyś może dojdziesz do wniosku: „Związek z osobą, którą ujrzałem pierwszy raz 8 marca 2006 roku, był czymś, co należało pielęgnować i kształtować za młodu, by w przyszłości urósł ładny kwiat, na którego płatkach można by było spokojnie osiąść”. Czuję się w związku z tym niespełniona, lecz czeka ktoś, kogo wypełnię. Bo z drugiej strony, jakoś nawet nie chciałam, byś Ty poczuł moje zmiany… To dlatego, że od pewnego czasu wolałam dać siebie komuś lepszemu (dzięki komu będę mogła w końcu szeroko się uśmiechać), bo Ty dałeś dowód, że jednak nie zasługujesz… No i stan moich paznokci – już nie obgryzam i nie zdzieram skórek, by odpędzić natłok myśli – zdecydowanie się poprawił.

PS II. Dla Waszej wiadomości, drodzy odwiedzający, piszę powieść. 🙂 Czarownicę coś tknęło i zeszła ze swojego drzewa, na którym było jej prawdopodobnie za wygodnie. Zobaczyła, że początkiem drzewa są korzenie. Prawie że o nich zapomniała, oglądając w koronie drzewa fioletowe zachody słońca. Wracając do korzeni, ich ujrzenie pierwszy raz od długiego czasu sprawiło, że Czarownica w końcu wie, na czym siedzi. ;>