114. Kocham, kocham, kocham

Mam rozmazany makijaż i prawie wyżłobione ścieżki łez od płakania. Żadne słowa nie wyrażą tego, co teraz czuję – to 1000 emocji, najróżniejszych, od smutku przez wzruszenie po nieskończoną radość…

Rok 2006 nie minął pod znakiem zapytania, lecz pod wielkim wykrzyknikiem. To jest właśnie ten rok, po którego minięciu stwierdzam, że był najcudowniejszy w moim życiu.

Nie pamiętam, co działo się w styczniu i w lutym. Ten rok rozpoczyna się dla mnie od 8 marca – to pierwsza konkretna data, która zapadła mi w pamięć. To wtedy spotkałam człowieka na całe życie. 3 dni później, 11 marca, obdarowano mnie najwspanialszym pocałunkiem świata. Pod koniec miesiąca wyznano mi miłość.

W kwietniu… W kwietniu gimnazjaliści pisali testy, tak? Hm, nie wiem, nieważne.

W maju przeżyłam pierwszą długą rozłąkę na odległość, na setki kilometrów.

W czerwcu skończyła się dla mnie edukacja w gimnazjum. Pod koniec miesiąca okazało się, że dostałam się na wymarzony profil do wybranej szkoły. Radość nie trwała długo…

…bo w lipcu, przez niemal całą długość miesiąca, przeżywałam kolejną rozłąkę, nieznośną, okropną, przeraźliwie długą! Mijały dni, a ja miałam wrażenie, że minęła dopiero sekunda. Uśmiech powrócił na moją twarz już w…

…sierpniu, kiedy to problem rozłąki zniknął i mogłam cieszyć się ostatnim miesiącem wolności.

4 września kojarzy mi się nieciekawie. Wstawanie o szóstej rano jest niewątpliwie złą stroną mojego życia. Ale, zawsze jest ,,ale”, poznałam nowych ludzi, wtopiłam się w nowe środowisko, zmienił się mój mały świat, na lepsze.

Pierwsze miesiące szkoły, nie-jesienna jesień, były koszmarne ze względu na wszędobylskie ,,pisać pracę, pisać pracę, pisać pracę”… Ale dałam radę.

Grudzień, coś nie tak z tym klimatem, nie-zimowa zima, był miesiącem uśmiechu i względnego luzu. Na święta dostałam pióro, a drobiazg ten zmobilizował mnie do podjęcia ważnej decyzji – pisać… nie, nie pracę… pisać POWIEŚĆ. Grudzień to także miesiąc postanowień – powiedziałam sobie, że wraz z 1 stycznia zmienia się moje życie, ja będę kierować tymi zmianami.

1 stycznia, parę minut po 12:00 w nocy, spełniłam marzenie – nie sobie. Komuś. Te dwa słowa, wypowiedziane przeze mnie po raz pierwszy…

~
CENTRALNA CZĘŚĆ TEKSTU NIEDOSTĘPNA
A szkoda, bo jest naprawdę ładna.
~

Tuliłam Cię do siebie długi czas po wyznaniu. Położyliśmy się i objęliśmy się jak najmocniej. Po niedługim czasie…Pamiętasz, jak nagle, tak po prostu, zaczęliśmy płakać? Płakałam tak, jak jeszcze nigdy w swoim życiu; Ty płakałeś… Cudowne są łzy wrażliwego chłopaka, takiego jak Ty… Płakaliśmy oboje, w swoich ramionach, to było… Nie wiem jak to powiedzieć. Dotknęło nas najwyższe z uczuć, wzajemna, przeogromna miłość. Najwyższe z uczuć! Płakałam tak, że nie mogłam złapać tchu, zdarzyło mi się to pierwszy raz w życiu… Nie móc złapać tchu podczas płakania…! To mi się nie mieści w głowie do teraz. Wiem, że w tamtym momencie byliśmy całkowicie oddani sobie. Tak właśnie oddaję siebie Tobie, tu i teraz, na zawsze.

Kocham Cię. Kochaj mnie.

Reklamy