84. Podsumowanie

„You’re everything I hate.
Don’t even think I’m playin’.
‚Cause I hate you.
You’re such a liar!
Godsmack – I Fucking Hate You 

Była przeraźliwie gęsta. Kłęby mgły przypominały wielkie chmury; tak gęste, jakby można było je ugniatać w dłoniach, jak glinę. Czyżby niebo zstąpiło na ziemię? Panował straszny mrok, rozświetlany miejscami upiornie zielonym światłem. Ogólna pogoda sprawiała wrażenie, jakby posiadała moc zabijania poprzez uduszenie.

Cmentarzysko, usadowione wygodnie po lewej stronie u podnóży pnącego się w górę zamku, powoli zatapiało się w jednolitej masie ciężkiego powietrza. Te zatrzymało się na poziomie pierwszego piętra budowli, o wiele niżej od wieży obserwacyjnej, w której przebywała Czarownica.

– Yyy…

Usłyszenie głosu dochodzącego od strony toaletki, od której przed chwilą oddaliła się Czarownica, spowodowało natychmiastowy obrót z powrotem w jej stronę.

W lustrze wisiała twarz ciemnowłosej dziewczyny.

Czarownica podniosła brwi, czekając w głębokim rozczuleniu, aż dziewczę się wysłowi, ponieważ te zdawało się być jakieś zakłopotane. Po chwili medytacji wzięło głęboki oddech i… I już otwierało usta, aby coś powiedzieć, jednak w tej samej chwili zniknęło gdzieś za prawą ramą. Czarownica przewróciła oczami.

– Ach, ta twoja odwaga.

W lustrze z powrotem ukazała się twarz tej samej dziewczyny, tym razem jakaś wysoce zdesperowana. Zmarszczyła brwi, otwierając szeroko buzię, jakby zamierzała krzyczeć. Na zamiarze się zakończyło – ponownie uciekła za prawą ramę, fuknąwszy ze złości.

– Żałosne… – Czarownica wskazała na lustro w sposób, jakby naciskała jakiś niewidzialny guzik. Pojawiła się twarz dziewczyny. – Mam dla ciebie unikatowy prezent.

Dziewczyna próbowała rozpaczliwie uciec za ramę, jednakże przytrzymywało ją silne zaklęcie. Jej oczy wierciły nieistniejące dziury.

– Moją nienawiść.

Źrenice ciemnowłosej zmniejszyły się do wielkości główki zapałki. Czarownica z wolna pochylała się nad jej lustrzanym więzieniem.

– Nie jestem na tyle łaskawa, aby mieć wielce gdzieś kłamców takich jak ty.

Źrenica wielkości główki szpilki.

– Mam dość wszelkich insynuacji. Dość tej paranoi. A zwłaszcza ciebie.

Jadowity uśmiech.

– Paranoika w czterech ścianach.

Oczy przerażonej do granic możliwości dziewczyny zastygły w ułamku sekundy. Następnie owalne lustro pociemniało i zmatowiało, stając się tym samym smutnym malowidłem przedstawiającym Ostatnie Tchnienie.

Czarownica beznamiętnie opuściła pomieszczenie. Nie trzasnęła drzwiami mocniej niż zwykle, ale to starczyło, aby obraz obrócił się w stertę marnych pyłów.

Reklamy

83. O co chodzi?

„Jump through the mirror
Leave fear behind”
Blind Guardian – And The Story End


Tego dnia pewien zamkowy korytarz prowadził gdzie indziej niż zwykle. Świadoma tego Czarownica udała się w miejsce, do którego otworzyła się dziś furtka. Mijała po drodze wazon herbacianych róż, kłócących się zawzięcie, która z nich jest różana, a która herbaciana – ale kto by się tym przejmował?

Ascetycznie zdobione drzwi prowadzące do zagadkowego pomieszczenia zabłyszczały klamką na powitanie Czarownicy. Ta w odpowiedzi uśmiechnęła się życzliwie, po czym nie rozglądając się bez większej potrzeby (znała to miejsce) – weszła do środka.

– Och, jesteś już.

Czarownica ustała w centrum pomieszczenia i sięgnęła ręką do tyłu, aby – nie wiadomo po co – złapać swoje spięte włosy, a następnie je upuścić.

– Najwyraźniej – rzekła, marszcząc czoło i uśmiechając się lekko.

– Co planujesz na dzisiaj? – zapytało Lustro, przemilczywszy poprzedni temat. – Wszystkie chwyty dozwolone – dodało zachęcająco, uśmiechając się spod ramy.

– Dziś jestem tylko na chwilę… Poprzednią lustrzaną przygodę wspominam do teraz. I dziwię się wielce, bo po tym całym szaleństwie nie bolała mnie głowa… Nie pamiętam kiedy ostatnio bolała mnie głowa… – w tym momencie Czarownica zastanawiała się przez chwilę, czy aby na pewno jest normalna. – Znam ludzi, których głowa boli często, ale nie jest to dla nich nic niezwykłego… A mnie nie boli prawie w ogóle. Prawie nigdy. Oczywiście nie twierdzę, że ból głowy to coś przyjemnego, no ale… Trochę mnie to niepokoi. Czy ja aby na pewno mam głowę? – zajrzała do lustra. – Uff… Moje granice normalności jednak nie są przekroczone…

Lustro milczało.

– Dzięki, że jesteś… Teraz jestem pewna, że mam głowę…

Szklana powierzchnia zachichotała cicho, po czym rzekła:

– Wskakuj. Rozerwiesz się trochę.

Czarownica w jednej sekundzie, jak to czasem bywa, zmieniła plany. Wskoczyła beztrosko w ramiona Lustra, a te zaprowadziło ją w kolejny wspaniały świat.

82. Listy

„Candles raise my desire…
Why I’m so far away?”
Godsmack – Voodoo 


 – Panna w ogóle zastanawiała się, jak brzmi to zdanie?

Zawzięcie pisząca Czarownica zwróciła błagalne spojrzenie ku bogom.

– Możesz przestać się wtrącać?

– Nie da się, kochanie, nie da się.

Przez chwilę Czarownica zamyśliła się wielce, wpatrzona we wszechmogące fale morskie, uderzające niesłyszalnie w bezbronne skały za zamkowym oknem. Puszysta mgła dumnie wzbijała się do góry, przemierzając ścieżki znane tylko sobie.

– Zakończyłaś swój etat. Po prostu cię wymienię – oświadczyła Czarownica, pewna, że takie rozwiązanie jest idealne.

Pyk. Złośliwe pióro wylądowało w opróżnionym do połowy, stojącym bezczynnie kałamarzu. Chociaż wewnętrznie było bardzo oburzone, nie miało już szansy się odezwać. Czarownica niewinnie poderwała się od swojego nieśmiało skrzypiącego sekretarzyka i ustanąwszy nad płomienami świec, uśmięchnęła się do swojego byłego pisadła przez szkło, podniesionego tak, że było na poziomie jej oczu.

– A teraz zaprowadzę cię do wspaniałego miejsca – przemówiła do niego życzliwie, a następnie zgasiła świeczki. W górę uniósł się dym przepełniony wyrzutami sumienia pióra, które bardzo żałowało tego, że czyniło wszystkie te uwagi. – Proszę, proszę, tędy… – ciągnęła Czarownica, niosąc kałamarz z niemo krzyczącym piórem. – Śmiało, śmiało.

Okno zaskrzypiało w głębokim oburzeniu, gdy Czarownica je otworzyła. Najprawdopodobniej zbudziła je z miłego snu.

– O, popatrz. Postoisz sobie tutaj, powysychasz… A co tam.

Stuk. Naczynie z resztkami atramentu i perłowobiałym piórem spoczęło za oknem, na kamiennym parapecie. Trzask. Okno się zamknęło i nie było już powrotu.

– Idę pisać.

Pióro boleśnie pożałowało swojego postępowania – patrzyło z ustęsknieniem na falujące płomienie, oświetlające stary sekretarzyk Czarownicy, skrobiącej już jakimś innym piórem. A za kilkaset lat, gdy pióro przepadnie w przestrzeni, okaże się, że okoliczne jezioro, wielkie aż po horyzont, zawdzięcza swój piękny kolor czarownicowemu atramentowi, który zawędrował niegdyś do jego wód w ramionach tutejszej mgły.

81. Potwory z szafy

„So make me believe
Just take me away from this hell I’ve created”
Godsmack – Make Me Believe

Z nieokreślonej góry rozległo się ciche, miarowe skrobanie. Lucjan wzdrygnął się okropnie, gdy zauważył, że źródłem dźwięku są długie nogi niejakiego pająka, schodzącego z sufitu po swojej niewidzialnej sieci.

– No dalej, idź. Żal mi ciebie, chłopcze na posyłki… – podjął pająk zgrzytliwym głosem, opuszczając się powoli. – Ona czeka… – w tym momencie stworzenie trzy razy zapukało jedną, chudą nogą w ścianę. – Raz, dwa, trzy, gonisz t…

Plask!

Pająk zmarł śmiercią tragiczną. Niechaj drżą wszystkie pająki świata. Tylko szkoda książki.

Służący po paru chwilach mocowania się z wyrzutami sumienia, wzruszył lekko ramionami i wolny od zmartwień ruszył w stronę pani zamku. W przytulnym gabinecie, w którym aktualnie rezydowała, rozbrzmiewało skrobanie pióra po grubym papierze.

– Mamy nieproszonego gościa, podróżującego bez zezwolenia po mych ścianach i sufitach, Lucjanie… – rzekła pani, gdy służący wyprostował się po krótkim ukłonie.

– Dobre nowiny, proszę pani. Pająk zabity.

– Doskonale, Lucjanie – podsumowała właścicielka zamku. – Widzę, że nie tracisz formy… – zagapiła się przez chwilę w cebro, z którego za oknem lał się deszcz. – Całkiem jak ja – dodała, gdy się otrząsnęła. – Wiesz… Spal tę książkę. Na wszelki wypadek.

Lucjan ukłonił się lekko, po czym oddalił się, by spełnić obowiązek.

– Nie lubimy pająków, prawda? – zapytała Czarownica po chwili.

Zadrżały okiennice. Przypłynęło wspaniałe powietrze, które otuliło Czarownicę bez zbędnych słów. Wszystko było wiadome.

80. Złopowieść

„Ask yourself: Will I burn in Hell?”
Queens of the Stone Age – Burn the Witch

Nagłe, samoczynne przeminięcie świec z wiatrem było dla Czarownicy traumatycznym przeżyciem. Jak mogły zgasić się same, bez pytania? Albo jakim prawem ktoś je zgasił? W ułamku sekundy, w jeszcze przed momentem skrzącej się płomieniami świec sypialni, zapadły kompletne ciemności, sącząc się i pełzając.

Czarownica leżała nieruchomo na łóżku. Przynajmniej nazajutrz będę w końcu znała powód swojej bezsenności, pomyślała ironicznie, niespecjalnie pełna szczęścia. Poza tym, absolutnie nie zamierzała odzywać się do ciemności w celu dowiedzenia się – o ile to możliwe – kto oprócz niej rezyduje w jej osobistej sypialni. Ale mrok ją uprzedził.

– Witaj. – Ściany zadrżały od przenikliwego szeptu, Czarownica wraz z nimi.

– Kim jesteś i czego szukasz? – podniosła się do pozycji siedzącej, zatapiając się nieświadomie w stosie poduszek, które w ciemności nieco straciły na swej śnieżnej bieli.

– Jestem cieniem. Mów mi Cień.

Czarownica sprawnie powstrzymała efekt rozbawienia, jakim mógł być krótki chichot.

– Jak miło, Cieniu. Żyję już nie-wiem-ile lat, a ty odzywasz się dopiero dzisiaj? – Czarownica wpadła w krótką zadumę, marszcząc czoło i opierając palec wskazujący na policzku. – Czy dowiem się czegoś więcej? – odchyliła otwartą dłoń w stronę rozciągającej się przed nią przestrzeni. – I od kiedy cienie gadają?

– A cóż więcej wiedzieć? Jestem cieniem, ciemnością, mrokiem, nie istnieję naprawdę. Jestem marnym strzępem, wątpliwą egzystencją, przeciwieństwem Jasności. – Cień zaprezentował naprawdę dobrą autobiografię, gdyby tylko mógł, powinien przy tym poprawić krawat.

– Rozumiem, Cieniu, że ty po prostu jesteś i nic na to nie poradzę… – westchnęła Czarownica, współczując mu lekko, a może raczej po prostu ziewając. – Chcę iść spać. Znam twoją specyfikę. Każdy wie co to jest cień… – ziewnęła przeciągle, układając się do bezsenności. – Zło jest wszędzie, towarzyszy każdemu… Miłych snów.

Czarownica zamknęła oczy, lecz niestety – wciąż czuła i wciąż słyszała.

– Śnij… – po raz ostatni rozległ się świszczący szept, który popłynął do jej uszu.

Zniecierpliwienie Czarownicy objawiło się krótkim pstryknięciem, które sprawiło, że świece z powrotem zapłonęły śmiałym blaskiem. Lecz Cień nie odszedł – w oczekiwaniu na kolejną okazję do rozmowy, snuł się niewidzialnie po sypialni, całkiem jak demon, którym był.