66. Zielony Kapturek i Wilkołak

„For one taste
One taste
One taste of you”
A Perfect Circle – Magdalena

Mała dziewczynka w zielonym płaszczyku znalazła się w samym sercu ciemnego lasu, nie mając zresztą o tym żadnego pojęcia. W małych rączkach niosła niewielki pakunek, jednakże to, co w nim było, niechaj zostanie tajemnicą, a poza tym – jak powszechnie wiadomo – ciekawość wcale do nieba nie prowadzi.

Idąc leśną ścieżką, miała dziwne przeczucie, że kogoś spotka – możliwe, że po prostu czytała już kiedyś tę bajkę.

I rzeczywiście, jakby na jej życzenie, zza strzelistej sosny wyskoczył wyjątkowo niewinnie wyglądający wilkołak, który po niedługiej chwili zaskrzeczał okropnie:

– Czy jestem wystarczająco groźny?! – ryknął, aż mu jedna struna głosowa poszła. – Jestem…? – zapytał, tym razem w zabawny piskliwy sposób.

Zielony Kapturek mrugał w niewiedzy, trzepocząc czarnymi rzęsami aż zerwał się lekki wietrzyk. Nie bardzo wiedziała czy na widok wilkołaka płakać, czy też się śmiać. Nie wiedząc także co powiedzieć, zapytała po naprawdę długiej chwili:

– Wiesz może którędy do mojej babci?

Wilkołak zastygł w osłupieniu, gdyż w całym swoim leśnym życiu nie spotkał się z głupszym pytaniem. Postanowił jednak wywieźć Kapturka w jeszcze ciemniejsze chaszcze, wiedziony instynktem iście łowieckim.

Gdy przemierzali kręte ścieżki, Zielony Kapturek w pewnym momencie wskazał w wielkiej radości na jakąś dziwną chatkę.

– To chatka mojej babci! Jesteś kochany, dziękuję, że mi pomogłeś! – krzyknęła uradowana, prawie przytulając wilkołaka, który z kolei wcale się nie cieszył, a jedynie spoglądał rozczarowany, gdy dziewczynka już biegła do babci. – Do zobaczenia!

Chatka na kurzej nóżce wznosiła się na niewielkiej polanie.

Zielony Kapturek zapukał w drzwi, a te po chwili same się otworzyły. Biedna dziewczynka nie miała pojęcia, że na czas jej przyjścia dom zajęła okropna Czarownica, zamieniając wcześniej przytulne wnętrze w jeden wielki piec.

Dziewczynka niewinnie wkroczyła do środka, a buchający od środka żar zdmuchnął z jej głowy kaptur oraz wyrwał z rąk pakunek. Drzwi się zatrzasnęły.

– Otwórz – poleciła beznamiętnie Czarownica, wskazując na pakunek, smętnie leżący obok smutnego zielonego kapturka.

Po krótkim zaszeleszczeniu dał się słyszeć głos obwieszczający:

– Stos angielskich kanapek.

Reklamy

65. Zwierciadło

„And the sky was made of amethyst
And all the stars were just like little fish”
Hole – Violet 

Podłóżkowy nie ziewnął przeciągle, gdyż wcale nie był zmęczony, nie był nawet zmęczony i szczęśliwy, a po prostu – szczęśliwy. Po pierwszej udanej podróży, która była swoistą lekcją tego jak należy nieszczęśliwie oraz po swojemu kończyć bajki i polegała na obserwowaniu Czarownicy zza drzewa, czuł, że bierze udział w czymś niezwykłym – może niezbyt moralnym, ale za to jak ciekawym.

– Wiesz, skoro mamy siedzieć i nudzić się w domu, to wolę łazić po tym skrzypiącym lesie – uznał Podłóżkowy. – W poszukiwaniu szczęścia… – dodał, zupełnie nie wiadomo po co.

– Masz przyjemność wędrować po wspaniałym lesie. Wybrałam go spośród tysięcy różnych lasów. Musiałam trochę poszperać w wyobraźni, ale w końcu go znalazłam. Jest po prostu taki, jaki chcę, aby był. Jest idealny.

Czarownica popatrzyła na ciemnoturkusowe sosny, przez których lśniące igły zaglądały nieśmiałe gwiazdki. Zmrużyła oczy, po czym wciąż patrząc w dal sięgnęła do kieszeni i wnet wyciągnęła z niej zdobione, owalne zwierciadło. Podłóżkowy zerwał się w powietrze, unosząc okoliczne złote liście.

– Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, kto jest najbardziej niewidzialny na tym niedobrym świecie?

– Och, daj spokój, to nie to lustro.

Liście opadły rozczarowane, a Czarownica w tym czasie odwróciła się plecami od obojętnych gwiazd. Uniosła zwierciadło i odbiła w nim migotające ciała niebieskie, a te ukazały się w nim w słodkim trójwymiarze, na dosłowne wyciągnięcie ręki, zawieszone w granatowej przestrzeni…

– Zobacz… Czasem gwiazdy mogą być naprawdę blisko… – rzekła zamyślona Czarownica, zatapiając dłoń w ciemnej przestrzeni zwierciadlanego nieba, jakby w letniej wodzie, czując jak dreszcz przebiega po całym jej ciele.

64. Królewna Śpioszka i Siedmiu Książąt

„Drag the demons from you
Make it right for you
Sleeping beauty”
A Perfect Circle – Sleeping Beauty 


Dawno, dawno temu, za górami i za lasami – czyli tam, gdzie powinna mieć miejsce prawdziwa bajka – żyła sobie w niewielkim zameczku młoda królewna wraz z rodzicami. Jej tata, wielki król malutkiego zamku, bardzo kochał swoją córkę, toteż zbytnio nosem nie kręcił, gdy ta pewnego wieczoru udała się na spacer do lasu.

 Proszę o przygaszenie świateł.

Będąc już w odpowiednio ciemnym lesie i całkiem beztrosko przechadzając się po polanie, młoda królewna spotkała zakapturzoną Czarownicę, która zagadnęła cichutko:

– Wiesz może którędy do miasta, młoda panno?

 A królewna, wiedząc jedynie gdzie leży jej komnata, odpowiedziała ze zmartwieniem:

– Niestety nie wiem, nie mogę pomóc…

– Mam na to sposób – odrzekła nieoczekiwanie Czarownica, pokazując usidlone w sękatych palcach błyszczące, zielone jabłko. – Oto jabłko wiedzy. Ugryź je, a wnet dowiesz się która droga prowadzi do miasta, a ja obsypię cię złotem, jeśli mi pomożesz.

Strapiona królewna nieświadomie podrapała się po głowie, zatapiając blade palce w lśniąco-czarnych włosach.

– Czemuż sama go nie ugryziesz, aby sobie zaradzić? – zapytała, nie mając pojęcia jak zbiła Wiedźmę z tropu.

– Bo wiesz, młoda damo… – ta odpowiedziała z zakłopotaniem. – Bo ja po prostu nie mam zębów.

– Ach, tak… Więc spróbujmy… – zgodziła się królewna, gdy czarownicowy urok począł działać.

Czarownica powoli podała poczciwemu dziewczęciu owoc, a ta ugryzła je posłusznie… Błysnęło… I nastała ciemność.

 Od tej pory Królewna Śpioszka tkwi i śpi w wysokiej wieży Nieistniejącego Zamku, a już żaden książę, wedle klątwy, obudzić jej nie może. Było takich siedmiu odważnych, jednakże pozabijali się wzajemnie, gdy kłócili się o jej karminowe usta.

63. Przerwa

And I will awake
Your highness – I’m so high
I cannot walk
And I will awake
Hole – Credit in the Straight World (intro) 

– Doprawdy niesamowite – rzeknął Podłóżkowy z ironią, splunąwszy powietrzem. – Jesteś… – kontynuował przyglądając się brokatowemu opakowaniu po cukierku. – Jesteś zła i podstępna.

– Dobry? – zapytała Czarownica z uśmiechem, wiedząc doskonale, że w różowym papierku krył się cukierek z gorzkim nadzieniem. – Czasem tak bywa, chłopcze. Tak samo jak to, że czasem coś się zaczyna, czasem coś się kończy, a pamiętać warto, że coś, co się zaczyna – kiedyś ma i swój koniec.

Podłóżkowy zamrugał wielce zdziwiony. Środek lasu, trudności ze skoncentrowaniem się, wściekły dzięcioł gdzieś w górze i jeszcze jakieś filozoficzne nauki.

– Są różne przerwy, kochanie… Przerwa na reklamę, przerwa na papierosa, szkolna przerwa… A my właśnie mamy przerwę na cukierka – Czarownica uśmiechnęła się szeroko. – Co w tym dziwnego? – zapytała, wzruszywszy ramionami.

– Nie no, nic.

Zapadła cisza przerywana miarowym stukaniem beztroskiego dzięcioła, który stukał i pukał w słodkiej niewiedzy.

– Rozstania są smutne… – rzekła Czarownica, wyrzucając za siebie opakowanie po cukierku. – Ale idziemy dalej, koniec przerwy.

62. Życie bez wyobraźni?

„No one knows she’s Hester Prynne
Someone please tell Anne Boleyn”
Hole – Old Age 

– Po prostu się skoncentruj!

Krzyk Czarownicy potoczył się głuchym echem po baśniowym lesie. Uzasadnieniem tego podwyższonego tonu było to, co czynił Podłóżkowy, a raczej to, że nie umiał zrobić pewnej rzeczy.

– Siła woli, kochanie. Spróbuj sobie wyobrazić to, co chcesz spotkać na swojej drodze… Nie, to nie ma być Wietrzna Dolina, dosyć masz karuzeli… Znowu mi zapaskudzisz pół domu. Poza tym jestem istotą drobną, zmiotłoby mnie.

– Ekhm. Czy wszystko o czym rozmawiasz z innymi, sprowadza się do ciebie?

– Zdarza się i tak. Słuchaj dalej. Wybieramy się na misję, coś jak wyprawa krzyżowa. Kojarzysz? Tylko, że nie jesteśmy rycerzami Pana, to wiesz? No. Idziemy odwiedzić Królewnę Śpioszkę, to ją chcemy spotkać. Skoncentruj się, proszę. Przepis jest prosty, cała mikstura szczęścia jest złożona z jednego składnika – odrobiny wyobraźni.

Podłóżkowy zamrugał porozumiewawczo, a Czarownica poczuła pewną ulgę, odetchnęła krótko. W końcu może coś łapie, a przynajmniej się stara.

– No już. Zrób to.

Podłóżkowy zamknął oczy w głębokim skupieniu. Czuć było od niego niesamowitą powagę oraz chęć ustania na wysokości zadania, jednakże…

– Dobra, widzę, że znowu coś nie pykło. Ale to dopiero początek naszej wyprawy, do tego pierwszej wyprawy – toteż twoje grzechy będą wybaczone – pocieszyła Czarownica, a po chwili coś zaszeleściło zagadkowo. – Usiądź… – poleciła, a tajemnicze szeleszczenie nie ustawało. – Czekaj…

Szszszsz…

– OK, odłożymy to na później. Chcesz cukierka?