14. Yeah!

Optymistycznie.

– Jestem optymistką!

– W ostatni dzień roku to sobie możesz…

– Ale ja naprawdę jestem! I żeby nie zburzyć nastroju Autorka kończy ten dialog, bo najpewniej znowu byś powiedział coś złośliwego.

Zabrzmiały dzwony obwieszczające koniec starego roku i równocześnie nadejście Nowego.

Reklamy

13. Mrok (I)

Wiedźma zaśmiewała się, bo właśnie wykopała z szafy pewną skamielinę, którą jakiś litościwy człowiek nazwałby ,,czarną sukienką w koronki”.

– Skąd to się tu wzięło? – pytała nie bardzo oczekując odpowiedzi. – Kto by pomyślał…

– Śmierć. Śmierć. Śmierć, śmierć, śmierć. Czyż to potężne słowo nie pada czarnym cieniem na twym niewinnym obliczu? – zachrypiał Podłóżkowy, iście na miarę bardzo tragicznego bohatera szekspirowskiej sztuki teatralnej.

– Ani trochę – Wiedźma tłumiła nieustający chichot. – Ta kiecka jest uosobieniem wszelkiego mroku… – przeciągłe brzmienie samogłoski ,,o” wypełniło całe pomieszczenie, zawiesiwszy się uprzednio na drobinach pyłu.

– Czyli uosobieniem śmierci?

– Och, jakie ty masz typowe skojarzenia. Jak mrok, to śmierć. Ludzie umierają nawet w białe dni.

Podłóżkowy zawahał się chwilę niczym anioł przed upadkiem, czego jednak nie było ani trochę po nim widać, gdyż nastała ciemność. Ciemność niezmierzona… Jakiż nastrój!

– Wiesz co? Może jestem inny, ale… Mnie to na przykład bawi, że…

– Zamilczmy, zanim odkryjemy tajemnicę do końca – rzekła Wiedźma stanowczo, ponieważ wiedziała co też poeta chciał powiedzieć.

– Jak tak możesz! Nie możemy tak po prostu zamilczeć, żeby ktoś zakończył naszą historię po swojemu…

– Prawdę wyjawimy w najbliższym czasie… Nie teraz… Zrozum… Uch, nienawidzę wielokropków. Autorka uznała, że koniec naszego dialogu.

I znów nastała cisza, którą jednak z czystej złośliwości… Albo nie, niech trwa.

12. Widok z okna

Błyskawicznie otrząsnęła się z odrętwienia i jakby polana lodowatą wodą, odskoczyła od wielkiego okna, przez które jeszcze przed sekundą gapiła się niczym diabeł w lustro. Zasiadła przy drewnianym sekretarzyku, który zaskrzypiał przyjaźnie na powitanie, i wnet zaczęła coś tworzyć.

– Co tam tak wściekle bazgrzesz? – Podłóżkowy nie pierwszy raz zdradził swoją ciekawość. Jednakże fakt-faktem, nie tylko za to pójdzie do Piekła. – Podejrzewam, że ta biedna kartka przez twój iście wściekły zapał stanie zaraz w płomieniach. Ale nawet jeśli… – tak, to było jego ulubione powiedzenie. – Nawet jeśli, to co?

Zadał głupie pytanie, toteż nie doczekał się odpowiedzi – nawet równie głupiej. Ziewnął przeciągle, po czym zniknął pod łóżkiem, wzbijając uprzednio najróżniejszego kształtu obłoki kurzu (przyjacielem Wiedźm jest Czas).

– Nie musisz sprzątać – rzucił na pocieszenie. – Przyzwyczaiłem się.

Gdyby była w stanie, uznałaby, iż to wspaniale, że „nie musi” (nienawidziła sprzątać), jednakże aktualnie wyższego lotu myśli zajmowały Jej umysł. Pisała i pisała… Pisała i pisała… Kurz podnosił się i opadał – w miarę jak rzucała za siebie kartki, które zapełniała treścią z wielkim przekonaniem i z ogromną pasją, a którą to treść uznała w jednej chwili za absurdalną.

– Zdradliwa wena…

Gdzieś daleko, najpewniej za górami i za lasami, ponownie dały się słyszeć dzwony.

10. Feminae Dominae

Jako że bycie elokwentnym jest cenione wszędzie i powszechnie, tak i Ona zapragnęła dorównać ideałom. Wyprostowała się w miarę możliwości (siedziała na fotelu bujanym), odchrząknęła delikatnie i subtelnie, po czym zaczęła obracać w tą i z powrotem rondo własnego kapelusza. Po niekrótkiej chwili rozmyślania, pochyliła się znacznie i ostrząc podejrzliwe spojrzenie spod nakrycia głowy (wciąż je trzymając sękatymi palcami lewej dłoni), zagadnęła do ziewającego obok Podłóżkowego:

– Wiesz, że Kościół początkowo traktował nas wyrozumiale? – jej lewa brew podniosła się znacznie wyżej od prawej.

– Marne wspominajki – Podłóżkowy wypowiedział te słowa całkiem od niechcenia. – Co z tego, jeśli teraz jest inaczej?

– Przecież zawsze podczas złych chwil warto sobie przypomnieć te dobre – stwierdziła Wiedźma, a gdzieś w oddali dały się słyszeć dzwony.

Podłóżkowy zwrócił pełen rozpaczy i błagania wzrok ku piekłu, co zdarzyło mu się po raz tysięczny. W Niebie rewolucje, a na Ziemi wiecznie chaos, pomyślał.

– Wiesz, że utożsamiano nasze ideały z kultem diabła? – Wiedźma jak na złość z trudem powstrzymywała rozbawienie. – I plotkowano, że składamy ofiary z ludzi. Phi… Nawet jeśli? – Podłóżkowy uśmiechnął się w zrozumieniu. – Pamiętam jak dziś tę egzekucję z 1022 roku. Wiesz, co było powodem? – nie odczekawszy nawet chwili, ciągnęła dalej: – Bo biedna Julietta miała śliczne włosy, a jak wiadomo – im piękniejszy włos, tym straszliwszy diabeł.

Podłóżkowy parsknął szczerym śmiechem.

– Ale jeśli chodzi o naprawdę smutne wieści, to niech wiedzą ludy świata, iż liczbę osób zabitych za czarownictwo szacuje się na 50 do 100 tysięcy istnień ludzkich. – Wiedźma spoważniała tylko na marną chwilę. Uśmiechnąwszy się promiennie oznajmiła na dodatek: – W tym tylko 10% mężczyzn.